Wielka sala tonęła w ciemnościach. W tle słychać było bulgoczącą wodę i pomruk wielu działających maszyn. Ciarki przechodziły mnie na samą myśl, do czego służą wynalazki klauna. Syknęłam niezadowolona, gdy oślepiło mnie nagle zapalone światło. Odwróciłam się na obrotowym krześle z szatańskim uśmiechem.
-Yo!- kapitan dwunastej dywizji skrzywił się na mój widok.
-Nemu!- krzyknął- pozbądź się intruza!
-Pani porucznik jest chwilowo hmm... niedysponowana.- odparłam lekko rozbawiona przypominając sobie o wielkim słupie lodu powoli roztapiającym się w pokoju obok.
-Czego chcesz?- wycedził przez zęby.
-Patrz, do czego to doszło! Nie ma mnie przez sto lat i wszyscy zapominają o moim istnieniu! Tylko ty jeden mi zostałeś- żaliłam mu się łzawym głosikiem w stylu Aryami.
Właśnie gdzie ona jest? Miała mi pomóc. Jak na razie nie widziałam jej ani razu, od kiedy tu wylądowaliśmy. Chrzanić to! Potem się z nią rozprawię.
-Tracisz mój cenny czas!- nie zważając na mnie podszedł do wielkiego komputera, którego klawiatura wyglądała jak klawisze od organów.
-Proponuję wymianę. Ty dostaniesz to, co chcesz i ja.- wyraźnie zaciekawiłam naukowca. –zawsze chciałeś wiedzieć jak to robię, nie?- podetknęłam mu pod twarz dłoń spowitą niebieską mgłą.
Mayuri już otwierał usta by coś powiedzieć, ale jego słowa zniknęły w krzyku przerażenia. Zirytowana odwróciłam się w stronę bulgoczących maszyn.
-Kurwa negatyw! Mówiłam, że masz siedzieć cicho jakby cię nie było!- podeszłam do niego z wyraźną chęcią mordu.
Jak mógł zepsuć taką doskonałą chwilę ?!
-Ale jak ja mam siedzieć cicho jak miecz, który mi dałaś nagle wyparował?- jęknął rozmasowując bolące miejsce.
-Słuchaj- zaczęłam nieco spokojniej do Mayuriego.- ja, co powiem, czemu umiem przywołać shikai bezsłownie, a ty wyłączysz swoją maszynkę „Zapomnieć 14 Oddział”.
-A, jeśli nie?- spytał pewny siebie.
-Zamrożę cię jak szanowną porucznik i spuszczę z najwyższego punktu Gotei. Uwierz mi nikt nie będzie za tobą tęsknił.
Usiadł na krześle wymownie spoglądając na mnie. Zaczęłam mu opowiadać o tym, co powiedział mi Urahara, że moja więź z Torą jest mocniejsza niż jakiegokolwiek innego shinigami. Ku mojemu zdumieniu zdawał się wszystko ładnie przyjmować. Czyżby mi uwierzył?
-A jak skomentujesz to jakoby Kyoraku taichou podrywał cię w akademii?- spytał lekko zamyślony.
-Ej! Miała być jedna rzecz! Czym ja cię będę potem szantażować?- zbuntowałam się.
Mruknął coś niezadowolony, po czym zaczął grać na swoim organowym komputerku. Z sykiem wyjechała jedna z szuflad, w której chwilę grzebał, po czym wsunął ja z powrotem.
-Gotowe.- oznajmił.
-I to wszystko? Ja tu ci mówię coś, co próbowałam ukryć przed tobą przez prawie całą moją kadencje a ty po prostu przestawiasz graty w szufladzie?- zirytowałam się.
-Zamknij się nędzny robaku i spadaj nim zmienię zdanie!- o proszę czyżbym weszła mu na ambicję?
A może dostał, czego chciał i znowu zachowywał się jak klaun z manią wyższości, czyli tak jak go zapamiętałam. Tak, to możliwe. Nie widząc sensu ślęczenia tu dłużej wyszłam ciągnąc po raz kolejny znokautowanego białasa. Nie to żebym go nagle znienawidziła czy coś. Po prostu musi zapłacić za swój błąd. A żeby szybciej zrozumiał będę mu „płacić” w ratach. Oduczy się zatajania ważnych informacji. Szczególnie, jeżeli dotyczą mojego małego Tośka. Na samą myśl o bracie posmutniałam. Cholera, czemu dałam aż tak bardzo się ponieść? Płuco i kilka innych narządów ma zamrożonych. Ciekawe czy go odratowali? I w jaki sposób?
-Dobra. To teraz prowadzisz do medycznego i możesz wrócić do picia.- powiedziałam, gdy tylko cudziłam chłopaka.
Nie ukrywając swojej radości, zniknął używając shumpo. Po chwili otępienia ruszyłam za nim. Na szczęście zdążyłam go dogonić. Nie był tak szybki jak mała siwowłosa, więc z łatwością dotrzymywałam mu kroku. Bez słowa zatrzymał się przed wielkim budynkiem z wielką czwórką wymalowaną nad wejściem.
-Dzięki. W nagrodę możesz wziąć kilka butelek sake z mojej spiżarki w mojej dywizji.
-Już dawno spożyłem cały.- prychnął.
Odwróciłam się wściekła w jego stronę. Mój starannie zabunkrowany zapas alkoholu na wypadek kwarantanny czy kolejnego odwyku zarządzonego przez Yume. Wstrzymać konie: czy ja właśnie rozpaczam z powodu wódki? Chyba już rozumiem, czemu Urahara zawsze szczelnie zamykał swój pokój, gdy gdzieś wychodził i kategorycznie zabraniał mi spożywania alkoholu.
Nagle podfrunął do mnie czarny motyl. Latał nerwowo w tę i z powrotem nim w końcu osiadł na mojej wyciągniętej dłoni. Poruszał równo skrzydełkami i czółkami.
-Oddaj! Nie znasz się na piekielnych motylach.- powiedział zirytowany Hell widząc moje zmieszanie.
Podstawił swoją dłoń żeby motyl na nią przeszedł. Skupienie malowało się na jego twarzy, gdy nagle gwizdnął przeciągle.
-Nie zazdroszczę. Głównodowodzący cię wzywa- motyl odfrunął a ja skrzywiłam się na samą myśl o spotkaniu z generałem.
Chcąc nie chcąc skierowałam swoje kroki w stronę pierwszej dywizji.
-Wstawio…eto… czcigodny generale, wzywałeś mnie.- powiedziałam stając przed obliczem wiecznie śpiącego starca, który już dawno powinien przejść na emeryturę.
-W rzeczy samej Hikari Taichou- skrzywiłam się na sam dźwięk jego głosu.
Jedyna rzecz, jakiej mi nie brakowało na ziemi to dziadyga Yama i jego Dębowe Mocne.
-więc?- ponagliłam krzyżując ręce na piersi.
-twój miecz powinien spoczywać w X dywizji a ty powinnaś przebywać na wygnaniu.- wzruszyłam ramionami.
-Nie martw się generale. Nie zamierzam robić rozróby. Wpadłam tylko po miecz, bo jest mi potrzebny i już znikam z twego królestwa.- powiedziałam wycofując się powoli.
-Poczekaj chwilę Hitsugaya Taichou!- niechętnie to uczyniłam- jeśli pomożesz nam z ryoka, unieważnię twój wyrok.- spojrzałam na niego spode łba.
Nigdy nie lubiłam wchodzić z nim w konszachty. Nawet Naila mi to odradzała a ona, jako jego wnuczka coś o tym wie.
-Hitsugaya Hikari!- zadrżałam na dźwięk jego doniosłego głosu, co wyrwało mnie z zamyślenia.
Rozejrzałam się na boki. Po obydwóch stronach , w równych rzędach stali kapitanowie. A to szuja! Od razu założył, że się zgodzę i zwołał resztę żeby się pochwalić.
-Zgadzasz się przyjąć funkcje kapitana i jako on pojmać ryoka?- wzruszyłam ramionami.
-Jasne- dobra, skłamałam.
Co, jak co ale przeciw przyjaciołom walczyć nie będę. Ale on nie musi o tym wiedzieć.
Nastąpiło jeszcze trochę formalności i wszyscy kapitanowie się rozeszli. W drodze do medycznego rozdziału dołączyła do mnie mała siwowłosa.
-Wszyscy kapitanowie udali się na nadzwyczajne zebranie. Teraz masz szanse go wykraść
-No, co ty nie powiesz?- odparłam zirytowana jej brakiem przydatności- Słuchaj, idę do medycznego oddziału. Gdy tylko spotkasz Truskawe i spółkę jestem pierwszą osobą, której o tym meldujesz, jasne?
Pokiwała grzecznie główką i zniknęła a ja wylądowałam przed wejściem do baraku.
-Witaj Hitsugaya Taichou- odwróciłam szybko głowę do tyłu.
Uśmiechnęłam się szeroko widząc kobietę ubrana w kapitańskie haori i w grubym warkoczu splecionym z przodu.
-Unohana-san, Ohayo- przywitałam się.
Kiwnęła głową i gestem ręki nakazała iść za sobą. W ciszy przemierzałyśmy liczne korytarze gdzie krzątali się shinigami aż w końcu zatrzymała się przed drzwiami do jednej z sal. Uchyliłam lekko drzwi. Przy ścianie stał rząd łóżek, na jednym z nich leżał mój brat. Nie zważając na stojącą obok kapitan, szybko usiadłam przy łóżku. Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w jego zmęczoną twarz i wsłuchiwałam się w płytki oddech, po czym przyłożyłam ręce do jego klatki piersiowej, zamknęłam oczy dla lepszego skupienia i zaczęłam cofać to, co zrobiłam. Zajęło mi to dłuższą chwilę, po której byłam bardziej wykończona niż po całej walce z Tośkiem. Wycieńczona położyła się na sąsiednim łóżku coraz bardziej sennymi oczami wpatrując się w brata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz