poniedziałek, 14 maja 2012

rozdział jedenasty

Obudziłam się w identycznym korytarzu, co dzień wcześniej. Nigdzie jednak nie było śladu butelek po alkoholu ani tym bardziej zielonowłosego negatywa. Zdziwiłam się. Przecież zasypiałam w czwartej dywizji tuż obok Tośka. Lekko zamulona wstałam i zaczęłam rozglądać się po pomieszczeniu. To zdecydowanie były pozostałości po XV oddziale. Gdy usłyszałam szczęk stali, czym prędzej wybiegłam na dziedziniec. Przerażona wpatrywałam się w przysłonięte krwistymi chmurami niebo na tle, których widniał czarny księżyc. Duże kłęby dymu i swąd spalenizny znaczył, że gdzieś w pobliżu pali się duży obszar.

Zastanawiałam się, co tu się stało. Ichigo nie byłby przecież w stanie w jedną noc doprowadzić do TEGO stanu. No chyba, że dziadyga Yama i jego dębowe mocne wkroczą do akcji. No dobrze, to może tłumaczyć ogień, ale chyba nic na tym i innym świecie nie wytłumaczy mi tego, co jest na niebie.

Z zamyślenia wyrwały mnie dalsze odgłosy walk. Szybko ruszyłam w tamtym kierunku. Walczącymi okazały się dwie dziewczyny. Jedna z nich blondynka ubrana był w ziemskie ciuchy z dużą domieszką błękitnych akcentów. Jej przeciwniczką była długowłosa czarnowłosa, czarnooka dziewczyna, która nie wiedzieć, czemu przypominała mi dziewczynkę, którą kiedyś uratowałam razem z małym Roku-chanem. Co wydało mi się niedorzeczne, bo przecież ona miała zaledwie 5 lat, podczas gdy te tutaj bez wątpienia miały powyżej szesnastu lat. Obydwie były zmęczone walką, jednak widać było, że to blondynka ma przewagę.

~Co robimy?~ spytała Tora.

~Ty mi powiedz. Znasz którąś z nich?

~Nie. A ty?

~Chyba tą czarnowłosą...~ odparłam nieco zamyślona

~To jedziemy~ powiedziała materializując się koło mnie, jako wielki, niebieski tygrys z ogonem zakończonym na wzór płetwy.

Kiwnęłam głową. Tora pobiegła szybciej i najzwyczajniej w świecie natarła na nią łbem. Dziewczyna odskoczyła od czarnowłosej i spojrzała zdziwiona na tygrysa i na mnie.

-Kazałaś przecież się nią zająć- powiedziała głosem pełnym przerażenia.

Spojrzałam na nią zdziwiona. O co jej chodziło? Przeniosłam swój wzrok na drugą dziewczynę, której wzrok aż emanował chęcią mordu. Spłoszona utkwiłam wzrok w Torze, która zaczęła zamrażać blondynkę.

-w porządku?- spytałam czarnooką, która wciąż zachowywała się nieufnie wobec mnie.

~Kari za tobą!~ w ostatniej chwili zdążyłam zrobić unik przed wielkim trójzębem, którego dzierżył chłopak o dwukolorowych tęczówkach i włosami układającymi się w coś na wzór ananasa.

-Roku-chan?- spytałam oszołomiona rozpoznając w nim duszyczkę pięcioletniego chłopca.

Ale czy to możliwe, że tak szybko dorósł? Granatowo włosy zaśmiał się w dziwny kufufowaty sposób, po czym znowu natarł z trójzębem. Sprawnie wykonywałam uniki aż poczułam, że ktoś uderza mnie czymś w tył głowy.

Gdy się ocknęłam siedziałam w celi a moje ręce były przytwierdzone do ściany grubym łańcuchem. Strasznie bolała mnie głowa jednak moim większym zmartwieniem było to, czemu siedziałam tu zakuta. Przecież dziadek Yama obiecał, że mnie uniewinni.

Po drugiej stronie krat stanęła młoda kapitan, której spodnie sięgały nieco za kolana a góra jak i haori było bez rękawów. Jej włosy były w głównej mierze czarne, lecz miała pełno blond i fioletowych akcentów.

-Yume?- zdziwiłam się na jej widok- to ty? Twoja dywizja wygląda gorzej niż stodoła

-Ciekawe czyja to wina.- prychnęła

-Przepraszam bardzo! Jak tam pierwszy raz poszłam zastałam tylko schlanego Hella.

-Nie pieprz! Hell jest tu!- powiedziała wskazując na głowę. – Z resztą nie ważne. Gdy dostaniesz za swoje będziesz przeklinać dzień, w którym dałaś się tak podejść dzieciakom. – to powiedziawszy spojrzała na mnie z pogardą i ruszyła ku wyjściu.

Zatrzymała się jednak tuż przy drzwiach spoglądając na mnie ostatni raz. Zamrugałam zdziwiona. O ile wtedy był to wzrok pełen pogardy i nienawiści teraz wpatrywała się we mnie ze smutkiem i tęsknotą. Spuściłam załamana głowę. O co tu chodzi?

~Tu się dzieje coś dziwnego. Czuje obecność drugiej ciebie~ otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia.

Druga…ja? Czy coś takiego jest w ogóle możliwe? Wstrzymaj konie! Nim dostanę pierdolca przeanalizujmy wszystko na spokojnie. Zasnęłam w IV dywizji koło mojego brata. Obudziłam się w zupełnie innym miejscu. Niebo jest czerwone i pali się połowa Seretei. Dwójka shinigami wyglądają jak starsze wersje pewnych duszyczek, które uratowałam. Yume żyje a Hell wciąż siedzi jej w głowie, więc wszystko jest jak było*. Jestem obwiniana o coś, czego nie zrobiłam a Tora wyczuwa dwie Hikari. Tak, to wszystko utwierdza mnie w przekonaniu, że nigdy więcej nie wypije z Hellem. Jeśli się obudzę, (bo zakładam, że to jakiś chory, ale strasznie rzeczywisty sen) spalę cały alkohol we wszechświecie.

Drzwi uchyliły się i ktoś wszedł do środka. Spojrzałam na przybysza spod grzywki. Okazał się nim nie, kto inny jak Ichigo. Zmarszczyłam brwi widząc powiewające na jego plecach kapitańskie haori. Usiadł opierając się plecami o ścianę naprzeciwko mnie. Utkwił we mnie parę zmęczonych, czekoladowych oczu jakby chciał mnie zabić wzrokiem.

-Co za tępak mianował cię kapitaniem?- wypaliłam zirytowana nie myśląc za wiele.

Muszę trzymać język na wodzy. Jestem już i tak w straconej pozycji, jednak zawsze można swoją sytuacje pogorszyć. Chłopak jednak nic nie odpowiedział. Wciąż siedział z tym samym wyrazem twarzy. Jakby nie on. Nie ukrywam, że zirytował mnie tym. Jednak dalsze zaczepki nie miały sensu. Odwróciłam od niego wzrok. Przez okno dochodziły odgłosy walk.

-Twoi poplecznicy próbują cię odbić- prychnął.

Jego głos był zbyt chłodny i pogardliwy jak na niego. Musiałam spojrzeć w jego stronę by upewnić się, że to na pewno Ichigo.

-Nie wiem, o kim mówisz.- mruknęłam.

Chłopak tylko prychnął znowu. Nie drążył tematu jednak jego słowa nie dawały mi spokoju. Moi poplecznicy? Czyli moi przyjaciele. To było chore, bo przecież Ichigo jest jednym z nich. Prawdopodobnie.

-Kapitanie! Yumeko-taichou wzywa cie do walki!- do pokoju wparował jakiś czarnowłosy shinigami, którego widzę pierwszy raz na oczy.

Truskawa kiwnął głową, po czym rzucając mi ostrzegawcze spojrzenie wyszedł zostawiając mnie na powrót samą. Nie minęła dłuższa chwila nim któryś wojownik swym ciałem rozwalił ścianę dosłownie metr ode mnie. Delikwent podniósł się szybko i ruszył dalej w wir walki pozostawiając mi tym samym czystą drogę ucieczki. Niewiele myśląc przyzwałam lodowe pazury z pomocą, których szybko pozbyłam się krępujących mnie łańcuchów. Wyszłam na zewnątrz starannie omijając trupy shinigami jak i gości w ziemskich strojach, co od razu przywiodło mi na myśl przerwaną walkę, przez którą trafiłam do aresztu. Kątem oka dostrzegłam ową blondynkę walczącą z jakimś nieznanym mi shinigami. Powoli ogarnęłam wzrokiem cały teren i każdą walczącą parę z osobna. Jedni byli mi nieznani, innych twarze coś mi mówiły, co więcej większość ludzi, których kojarzyłam byli ubrani jak ludzie. Czy to są właśnie moi „poplecznicy”, o których wspominał Marchewa? Jedyną osobą, która nie walczyła była niewysoka dziewczyna stojąca na dachu i przyglądająca się temu chaosowi z wyższością. Ichigo i Yume też ją zauważyli i ruszyli w jej stronę. Musiałam być tam przed nimi. Używając shinpu w mgnieniu oka znalazłam się naprzeciw niej. Spojrzała na mnie zdziwiona a ja miałam głupie uczucie, że patrzę w lustro. Ten sam wzrost, postura, kolor oczu i włosów… Z tą różnicą, że jej były rozpuszczone i sięgały do pasa. Ubrana była w szary t-shirt z jakimś napisem, krótkie ciemne szorty, czarne zakolanówki i trampki do kostek. Na plecach wisiał jej miecz. Wszędzie rozpoznam tę Tsube- bez wątpienia była to Tora. Kontem oka spojrzałam na moje dłonie jednak je wciąż spowijała gęsta chmura reitasu.

-Proszę, prosze... kogo my tu mamy?- Nigdy nie słyszałam aż tak zimnego i pozbawionego emocji tonu.

Stałam sparaliżowana wpatrując się w nią zdumiona. Jakim cudem stoję naprzeciw…siebie? Otrząsnęłam się dopiero, gdy usłyszałam krzyki Ichigo z Yume. Oni również wydawali się zszokowani tym, co właśnie widzieli.

-Widzę, że wezwaliście posiłki. Jednak nawet ona nic wam nie da. Poddajcie się to może zginiecie w mniejszej boleści.- znowu przeszły mnie ciarki, gdy tylko usłyszałam ten zimny głos. Tak łudząco podobny do mojego.

W odpowiedzi para kapitanów wyciągnęła swe miecze gotowi do konfrontacji. Siwowłosa zaśmiała się donoście.

-Proszę was- powiedziała z litościa.

Obok niej pojawił się granatowy wilk- moje bankai i szybko przystąpił do zamrażania dwójki wojowników.

-Nie mam ochoty na zabawę z wami- mruknęła, po czym rozpłynęła się w nagłym powiewie wiatru a wraz z nią Tora pozostawiając na wpół zamarzniętych.

-Dwie Hikari powiadasz wyczuwasz?- powiedziałam do Tory

~Dwie? Niee no co ty przecież to nie możliwe~ odparła ironicznie

Prychnęłam pod nosem podchodząc do przyjaciół.

-Tak jak widzeliście na załączonym obrazku moja skromna osoba jest niewinna.

-Bardzo śmieszne Hitsugaya- syknęli równocześnie.- Wypuść nas.

Usmiechnęłam się szeroko, po czym zaczęłam odchodzić.

-A ty dokąd?

-Wiecie, skoro i tak jestem „ta zła” to ide na dół może nareszcie kogoś zabije – odparłam melodyjne zerkając w dół.

Jednak nie było ani śladu zwolenników Hikari. Spuściłam głowę załamana materializując Tore. W przeciwieństwie do tamtego granatowego tygrysa, moja Tora była jasno błękitna niczym niebo. Nim ktokolwiek się zorientował shinigami stali w kałuży wody. Szybko chwycili mnie za ręce tak, że nie mogłam ich uwolnić.

-Co wy..- próbowałam się uwolnić jednak obydwoje mocno mnie trzymali- Pieprzeni shinigami- zaklnęłam pod nosem poddając się.

Zaprowadzili mnie do pierwszej dywizji nawet tego zacnego budynku nie oszczędziła ta dziwna wojna. Po obydwóch stronach siedziska generała zaczęli ustawiać się kapitanowie. Nie znałam żadnego z nich. Prócz pewnego białowłosego chłopca. Toshirou Hitsugaya odwrócił ode mnie wzrok gdy tylko na niego spojrzałam. Zabolało. Czemu własny brat się mnie boi? Yume puściła mą rękę i usiadła na krześle zajmowanym przez głównodowodzącego. Otworzyłam szerzej oczy ze zdumienia. Razem z Kurosakim, który mnie trzymał na Sali było pięciu kapitanów.

-Zdziwiona? Tylko tylu nas zostało.- powiedziała Yume donośnym głosem.

__________________

* Yumeko Zaraki jest młodszą siostrą Kenpachiego. Hell jest jej alter ego który znajduje się w jej umyśle.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz