Przez następnych parę dni unikałam Truskawki jak tylko się dało. Zaszywałam się gdzieś na całe przerwy. Najczęściej siadałam na drzewie tuż nad głowa Kurosakiego. Najciemniej pod latarnią czyż nie? Na koniec lekcji też zmykałam jako pierwsza. Tak, jak co dzień skręciłam w zaułki. Tam pomiędzy budynkami gdzie nawet nikt nie wie jak dojść Bananowy Ryj wybudował a raczej skleił swój sklepik, co oznacza również i dom. W sumie to zastanawiam się czy ktokolwiek wie o tym sklepie? Szczerze mówiąc to nawet nie wiem, co on sprzedaje. W każdym razie na dole sklep, salon i kuchnia oraz kilka pokoi a na górze większość sypialni domowników. Zdaje się, że nawet tu kilka przecznic dalej słyszałam kłótnie Ururu i Jinty. I ich płacz. Zaraz, zaraz... płacz? Wątpię by byli zdolni do łez. Podążyłam za łkaniem . Po kilku skrętach zobaczyłam pod ścianą płaczącego chłopca. Miał granatowe włosy i dziwną fryzurę w kształcie ananasa. Nie mógł mieć więcej niż 6 lat.
-Hej, co się stało?- Zagadnęłam kucając przy nim.
Spojrzał na mnie wystraszony ze łzami w oczach.
-Spokojnie, spokojnie.-Podniosłam ręce w obronnym geście.- tylko nie płacz. Gdzie masz rodziców? Zgubiłeś się?
-Ja...-zaczął łkając.-Nie pamiętam...- Dodał przygnębiony.
-To tak jak ja.-Mruknęłam.- Chodź poszukamy twoich rodziców.- Dodałam głośniej wstając.
Wyciągnęłam rękę. Chłopiec popatrzył na nią zdziwiony. Otarł łzy, po czym złapał ją. Uśmiechnęłam się promiennie wychodząc zaułków.
-Więc... Jak się nazywasz?- Zagadnęłam.
-Rokudo Mukuro.
-Miło mi Roku-can. Ja jestem Hikari Hitsugaya.
Onieśmieliłam trochę go tym zdrobnieniem, ale nie za bardzo zwróciłam na to uwagę. Ważniejszą sprawą było odnalezienie jego rodziców. Tyle, że nie wiedziałam gdzie zacząć a chłopak nie był zbyt skory do rozmów. Postanowiłam, więc rozwiązać mu język porcją lodów. Wszystkie dzieci lubią lody. Poszliśmy, więc do parku. Mimo że to spory kawałek od miejsca gdzie go spotkałam prócz lodów miałam nadzieję, że gdzieś tam są jego rodzice. Jednak mimo dużej ilości dzieci jak i rodzicieli nikt zdawał się nie interesować moim towarzyszem. W końcu dostrzegłam budkę z lodami i czym prędzej pobiegłam w tamtą stronę ciągnąc za sobą Mukura. Zarówno, gdy pytałam go o smak lodów jak i wtedy, gdy mu je dawałam zauważyłam, że lodziarz dziwnie się na mnie patrzy. Co najmniej jakby zobaczył ducha. Zbagatelizowałam to. Usiadłam z chłopakiem na jednej z ławek i w ciszy patrzyłam jak mały pałaszuje z zadowoleniem.
-Roku-chan...-Zaczęłam powoli.- Pamiętasz może coś jeszcze prócz imienia i nazwiska? Na przykład gdzie mieszkasz czy coś w tym stylu...
Po chwili zastanowienia pokręcił przecząco głowa, na co ja osunęłam się załamana. W gruncie rzeczy nie byłam wcale lepsza od niego. Też nie pamiętam, kim są moi rodzice ani gdzie mieszkałam przed wypadkiem. Tak jak on nie wiem nic, gdyby nie Bananowy Ryj nie wiem, co by się ze mną stało.
-Onee-san, czemu mi się tak przyglądasz?- z zamyśleń wyrwał mnie głos Mukura.
-Wybacz, zamyśliłam się... –Usprawiedliwiłam się, po czym wstałam. Chłopak za mną. Poszliśmy do centrum handlowego, potem na policję... Wszędzie gdzie się pytałam o jego rodziców patrzyli na mnie jak na wariata.
-Co za cholerni ludzie!- Krzyknęłam rozdrażniona, gdy kolejny skwitował mnie tym wzrokiem.
Jednak szybko się opamiętałam zważywszy, że młodzież słucha się uczy a ja nie chciałam sprowadzać go na złą drogę.
-Onee-san jestem zmęczony...- Powiedział ciągnąc mnie za rękę.
Westchnęłam ciężko, po czym wzięłam malucha na barana. Nim się spostrzegłam zasnął. Zastanawiałam się, co mam z nim zrobić-nigdzie nie ma jego rodziców a słońce już zachodziło. Nim pokonałam połowę drogi do domu zrobiło się całkiem ciemno. Ulice opustoszały. Nie żebym się bała, ale w ciemności nawet byle patyk potrafi przybrać przerażające kształty. Tak jak teraz- drzewa z oddali zaczęły przybierać kształty dziwnych monstrów. Szłam dalej nie za bardzo zwracając na to uwagi. Lecz gdy z nie aż tak daleka usłyszałam potężny ryk a powietrze stało się tak gęste, że z trudem łapałam powietrze zatrzymałam się i z niepokojem spojrzałam na śpiącego Mukura. Może jednak to tylko moja wyobraźnia... Mimo to obrałam inna drogę. Nie opuszczało mnie jednak wrażenie, że ktoś mnie śledzi, lecz gdy odwracałam się do tyłu nikogo nie było. Tylko ciemność zdawała się być coraz bliżej.
-Popadasz w paranoję Hikari- skarciłam się starając dodać sobie odwagi.
Nagle usłyszałam krzyk i zapominając o wcześniej wyczuwalnym niebezpieczeństwie ruszyłam w tamta stronę. Zadziwiająco szybko dotarłam na duży plac zabaw gdzie wśród zjeżdżalni i huśtawek nie dało się nie zauważyć wielkiego niczym wieżowiec potwora. Cofnęłam się przerażona zaciskając mocniej ręce tak by na pewno nie upuścić chłopaka.
-Pomocy błagam!- Rozpaczliwe błaganie dochodziło od strony potwora.
Dopiero po dłuższej chwili zauważyłam małą dziewczynkę przygniecioną przez toporną łapę.
-hej przystojniaku!- Krzyknęłam zapominając o strachu.
Położyłam ostrożnie śpiącego Roku-chana na ławce.
-Hej paszczurze!- Krzyczałam próbując zwrócić na siebie jego uwagę.- do ciebie mówię cholero wstrętna.-Mruknęłam rzucając w niego kamieniem, który jedynie odbił się od jego ciała.
-Bo jakżeby inaczej... Na tą godzille to tylko atomówka poskutkuje.- mruknęłam zirytowana.
Potwór przycisnął łapę, przez co dziewczynka zaczęła krzyczeć jeszcze głośniej.
-Ty skurwielu zostaw ją!- Krzyknęłam kopiąc go prosto w jego wielkie szare cielsko.
Najwyraźniej jednak traktował mnie jak muchę gdyż pacnął mnie łapą. Poleciałam do tyłu powalając kilka drzew aż w końcu zatrzymując się na czymś miękkim. Zdziwiona popatrzyłam w górę. Wpatrywała się we mnie zdziwiona para oczu pomarańczowowłosego.
-Truskawa... co ty tu..
-Nic ci nie jest?- przerwał mi.
Popatrzyłam na niego zdziwiona i zirytowana. Jak śmiał mi przerwać! Z drugiej strony, martwił się o mnie?Niemożliwe!
-Wszystko dobrze...- powiedziałam sama zdziwiona moimi słowami. W myślach miałam już ułożoną śliczną wiązankę przekleństw specjalnie dla niego jednak w tej chwili nie umiałam wykrztusić z siebie nic innego.
Uśmiechnął się z ulgą, po czym ruszył w kierunku placu zabaw.
-Czekaj!- krzyknęłam za nim a ten o dziwo posłuchał.
-Idę z tobą.- Powiedziałam stanowczo.
Spojrzał na mnie spode łba, ale nie skomentował. Gdy zaczynałam biec czułam niewyobrażalny ból w plecach jednak całkiem o nim zapomniałam, gdy usłyszałam nie tylko krzyki tej dziewczynki, ale tym razem i granatowowłosego.
-Roku-chan!- Krzyknęłam przerażona przyspieszając.
W ułamku sekundy wyprzedziłam zdziwioną Truskawkę a po drugiej sekundzie stałam twarzą w twarz tym razem z dwoma potworami. Zacisnęłam pięści, po czym skoczyłam tak wysoko, że o mały włos byłam wyżej niż on. Kopnęłam go mocny w tylnia część głowy aż ten stracił na chwilę równowagę. Tyle mi wystarczyło. Szybko znalazłam się przy jego zaciśniętej pięści gdzie znajdował się Roku-chan. Przez straconą równowagę jego ścisk poluzował się przez co bez przeszkód wyciągnęłam przerażonego i zdezorientowanego chłopaka.
-Trzymaj się mocno.- przykazałam ulokowując go na plecach.
Potwór zaryczał i drugą łapą próbował nas zmiażdżyć jednak już dawno stamtąd uciekliśmy. Byłam teraz na wysokości jego pleców zamachnęłam się i sprzedałam mu porządnego kopa aż poleciał na drugiego potwora. Ten zaskoczony wypuścił płaczącą dziewczynkę. Złapałam ją w locie, po czym bezpiecznie odstawiłam oboje na ziemię.
Niezdolnymi się podnieść- takich zastał ich Truskawa, gdy w końcu przybył. Jednym machnięciem miecza sprawił, że zamienili się w mgiełkę.
-Co tu się stało? –Spytał zdziwiony.
-Nie mam pojęcia...- Odparłam zszokowana.
-Onee-san byłaś niesamowita! Powaliłaś go jednym kopniakiem!- trajkotał szybko chłopiec.
-A jak śmigałaś! Pojawiałaś się i znikałaś! Niesamowite!- dorównywała mu dziewczynka.
Wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie, z Truskawą. Niesamowite jak szybko zapomniały o tych dwóch.
-Spokojnie spokojnie. Po kolie opowiedzcie wszystko-już napierali głęboki oddech.- ale nie chórem- dodałam a ci zrezygnowani wypuścili głośno powietrze.
-Najpierw jednak chcę wiedzieć, kim jesteś- zwróciłam się do czernowłosej.
-Nazywam się SongoPan Rokudo.- odparła dumnie.
Spojrzałam zdziwiona to na niego to na nią. Roku-chan też pilnie przyglądał się SongoPan, po czym obydwoje jak na znak rzucili się sobie w objęcia.
-Wnioskuję, że jesteście rodzeństwem.- Odparłam zadowolona.
-Niech opowiadają szybko. Trzeba się spieszyć z Pogrzebem Dusz, bo inaczej będą kolejne dwa puste.- Spojrzał na mnie wymownie a ja jak ta głupia wpatrywałam się w niego jakby mówił obcym językiem.
-Ty nic nie wiesz? –Spytał szeroko otwartymi oczami. –TO są dusze.- Wskazał na łańcuch a raczej ostatnie dwa ogniwa zwisające z ich klatki piersiowej. Śmieszne, ale dopiero teraz zauważyłam to u Roku-chana.
Nie wpędzając się w szczegóły- za dużo tego jak na jeden dzień. Pozwoliłam mówić dzieciakom. Te jakby zrozumiały, że jest mało czasu mówiły po jednym zdaniu idealnie się dopełniając. Jednak im więcej mówili tym patrzyłam na nich z coraz bardziej szerokimi oczami. To nie możliwe bym skoczyła na wysokość dziesiątego piętra, poruszała się z prędkością dźwięku no i kopniakiem powaliła takiego potwora!
-Dziecinne gadanie.- żachnął się Truskawa, na co dzieciaki się zbulwersowały.
Zachichotałam jednak widząc, że zostało tylko jedno ogniwo spoważniałam.
-Słuchajcie trzeba się rozstać.- powiedziałam
-Ja chcę zostać z Tobą.- powiedział Roku-chan rzucając mi się na szyję.
-Ja też.- dodała jego siostra łapiąc mnie w pasie
-Bardzo bym chciała, ale nie mogę....- Kiwnęłam głową na Truskawę.
Chłopak bezszelestnie podszedł do mnie i rękojeścią dotknął czoła każdego z nich. Dzieci podobnie jak wcześniej stwory zamieniły się w mgłę.
-I to by było na tyle...- Westchnęłam smutno.
-Taaa....- dodał inteligentnie. –Jakim prawem mnie widzisz?!- krzyknął oskarżycielsko wymachując palcem.
Spojrzałam na niego zdziwiona, po czym wybuchnęłam śmiechem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz