poniedziałek, 14 maja 2012

rozdział czwarty


  -Hikari-chan~!- Usłyszałam słodki głos Isshina. Nie odwracając się nawet za siebie przesunęłam się o kilka kroków w bok. W miejscu gdzie jeszcze przed chwilą stałam znajdował się teraz Isshin z wbitą prawą nogą w ścianę.
  -Idiota.- skwitowałam.
  -Twoje słowa ranią mą duszę.- powiedział teatralnie kładąc rękę na sercu.
  -Uważaj, bo mnie to rusza.- odparłam. –A najlepiej to weź się do roboty ty bezwartościowy poruczniku za dychę!
Po chwili milczenia zaczął mi wymachiwać przed oczami butelką sake.
  -Kurosaki! Jak mam się do cholery skupić skoro wymachujesz mi ta flachą, co?!- wydarłam się na niego. –Z reszta jako mój porucznik powinieneś mi pomóc a nie tylko chlejesz!
  -Oj wrzuć na luz Hi-chan i napij się.
Gdy tylko otworzył butelkę i nalał alkohol do dwóch czarek na raz zjawili się rudowłosa dziewczyna z nad wyraz wielkim biustem i wyskoki mężczyzna z mnóstwem blizn. Z dzikim okrzykiem `sake` rzucili się na Kurosakiego starając mu się wyrwać butelkę.
  -Otaczają mnie idioci...-westchnęłam.
  -Hej Hi-chan wstawaj.- powiedział Isshin odpychając Zarakiego.
Spojrzałam na niego jak na wariata.
  -Bo spóźnisz się do szkoły. Znowu!- dodała Matsumoto.
  -WSTAWAJ!!!- ktoś krzyknął tak mocno, że aż zatrzęsło mi się w głowie.
Gdy otworzyłam oczy znów byłam w moim pokoju w Sklepie Urahary. Nade mną pochylał się wspomniany blondyn i Jinta.
  -Kurwa Jinta za te krzyki polecisz aż do Paryża.- mruknęłam. Nadal piszczało mi w uszach.
  -Ho,ho Hi-chan widzę, że wstałaś lewą nogą.- zaśmiał się Urahara.
  -A ty byś był cały w skowronkach gdyby ci się darli z samego rana do ucha?!- warknęłam piorunując go wzrokiem.
Przestraszony Jinta schował się za blondyna, który bacznie zaczął mi się przyglądać. Wstałam z łóżka ignorując go. Gdy tylko stanęłam wszystko zaczęło mi wirować przed oczami. Usiadłam i złapałam się za głowę.
  -Nee-chan wszystko w porządku?- spytała z troską Ururu.
Kiwnęłam głową.
  -Ostatnio zaczęłaś sobie dużo przypominać. Lepiej będzie jak zostaniesz dziś w domu.- powiedział Urahara.
  -Słyszałem, że kogoś tu boli głowa.- Tessai wpadł jak burza do pokoju z tacką pełną leków. –Gdzieś tu powinienem mieć jakieś tabletki...
Zaczął przebierać między listkami pełnymi tabletek by znaleźć tę właściwą.
  -Kee??!! Ja nie chce! Bananowy ryju zabierz go! Już mi przeszło idę do szkoły!- wydzierałam się przestraszona chowając się za blondynem.
  -Tessai-kun myślę, że Hi-chan starczy jeden dzień odpoczynku.- Urahara starał się poskromić przyjaciela.
W tym czasie ja uciekłam na dach. Jedyne miejsce gdzie nikt mnie nie szuka.
  -Więc nadal lubisz tu przychodzić...- usłyszałam męski głos, który po chwili skojarzyłam z głosem gadającego czarnego kota sprzed kilku dni.
  -Już mnie głowa nie boli! Niech Tessai schowa te tabletki!- wydarłam się odruchowo.
Usłyszałam śmiech, który nagle drastycznie zmienił barwę na wyższy. Zdziwiona odwróciłam głowę. Po dachu tarzała się ze śmiechu goła kobieta o ciemnej karnacji i fioletowych, długich włosach.
  -A tobie, co?- warknęłam.
  -Nic po prostu wyglądałaś jakby cię mieli zaraz zbić.- wyjaśniła przez śmiech.
Jednak moja teza jest prawdziwa: dom wariatów. Mamy już blondyna, który wiecznie chowa swoją facjatę za wachlarzem i nigdy się nie goli, męską gosposię, która leczy przeterminowanymi lekami i gołą babę tarzającą się ze śmiechu.
Westchnęłam.
  -Hi-chan uśmiechnij się. Wygladasz jak Toshirou.- mruknęła.- Masz potrzymaj kaczuszkę, zrobi ci się weselej.- to powiedziawszy wcisnęła mi żółtą gumową kaczuszkę.
  ~Teraz przypierdoliła jak świnia w krawężnik...~ skomentował głos w mojej głowie.
Spojrzałam na żółtą gumową kaczkę. W mojej głowie znów zaroiło się od przebłysków, którym i tym razem towarzyszył okropny ból.
  Obudziłam się w swoim pokoju. Jeszcze trochę kręciło mi się w głowie.
  -No nareszcie się obudziłaś! Już myślałam, że ta chora kaczucha białaska przegrzała ci głowę.- powiedziała kobieta, którą wcześniej spotkałam na dachu.
  -Że jak?- odparłam słabym głosem.
O co jej chodzi? Już miałam zadać to pytanie, gdy do pokoju wszedł bez pukania Jinta.
  -Yuorichi-sama szef kazał panią zawołać.
  -Odpoczywaj. Potem jeszcze do ciebie zajrzę.- puściła mi oczko, po czym wyszła za Jintą.
Zostałam sama. Zastanawiałam się, kim była ta kobieta. Zdawała się dobrze mnie znać. I kim był ten „białasek”, o którym wspominała? No i po co Kisuke ją wezwał? Tyle pytań kłębiło mi się w głowie...
  Otaczała mnie cisza. Nigdy nie sądziłam, że będę aż tak bardzo tęsknić za kłótniami tamtej dwójki.... Nagle usłyszałam dźwięk tłuczonego szkła. Hmm... czyżby bezcenna kolekcja butelek po piwie Urahary czy jakże ohydna aczkolwiek równie bezcenna waza z dynastii Ming Tessaia...? Cokolwiek to by nie było ktoś za to straci głowę. Wtem to pokoju wbiegła mała dziewczynka w krótkich siwych włosach. Z bananem na buzi skakała po całym pokoju, gdy w końcu zjawił się Tessai ta skoczyła mi na brzuch.
  -Co do kurwy nędzy odpierdalasz?- warknęłam zduszonym głosem zginając się wpół.
Małolata zdawała sobie nic z tego nie robić. Wystawiła język, po czym wyskoczyła przez okno. Tessai biegł w moją stronę. Jak zrobi tę samą sztuczkę, co smarkula zakopią mnie w prześcieradle. A łóżko zrobi za trumnę.
  -Ani się waż, bo zadupie!- warknęłam zapominając o bólu.
Mężczyzna zatrzymał się w ostatniej chwili.
  -Gdzie ona jest?!- naraz wpadli wszyscy domownicy.
  -Więcej was matka nie miała?! Ponoć odpoczywać miałam. –warknęłam- Mówicie o tym dzieciaku z nadmiarem kofeiny? Dajcie pół godziny a będzie z powrotem w lochu.- odparłam wstając z łóżka.
  -Hi-chan powinnaś odpoczywać- sprzeciwił się blondyn
Zbagatelizowałam jego uwagę wyciągając z szafy pierwsze z brzegu spodnie i bluzę.
  -Mam was wywalić przez okno czy sami pójdziecie?- spytałam z ciuchami w ręku.
Cała zgraja zaczęła powoli wycofywać się z pokoju mrucząc pod nosem, że woleli mnie nim zaczęłam odzyskiwać pamięć.
Wzruszyłam ramionami. Gdy tylko się przebrałam wyskoczyłam przez okno. Tylko, co dalej? Szłam przez miasto zastanawiając się gdzie też mogłaby się podziać smarkula z zaawansowanym ADHD.
  -Uważaj jak chodzisz.- z zamyślenia wyrwał mnie jeden z najbardziej wkurzających głosów.
  -Truskawa. Wybacz, że nie piszczę na twój widok. Jestem zajęta.- odparłam.
  -Oh, czyżbyś w końcu zaczęła szukać mózgu?
  -Ty nawet nie zauważyłeś jego braku- odparłam- szukam małej siwowłosej smarkuli z nadmiarem kofeiny, która rano wywróciła chałupę do góry nogami.- wyjaśniłam.
  -yyy.... chodzi ci o nią?- chłopak wskazał na most nad jezdnią. Przerażona zauważyłam, że na barierce siedzi dziewczynka.... i to przodem do jezdni! W każdej chwili może spaść wprost pod pędzące samochody.
Spojrzałam przerażona na Truskawę. Nie tracąc ani chwili podbiegliśmy do niej, po czym niczego nieświadomą ściągnęliśmy na chodnik.
  -Czyś ty do reszty powariowała?!- krzyknęłam. – przecież mogłaś spaść!
Siwowłosa wzruszyła ramionami.
  -Wujek Kenpachi mówi, że bez ryzyka nie ma zabawy.- odparła z uśmiechem.
  -Że, kto?- spytałam
  -Zaraki Kenpachi. –wyjaśniła- Ja myślę, że jesteś zrzędliwą ciotką.- dodała.
  -Ty chyba chcesz cierpieć.- powiedziałam z trudem hamując złość.
  -Wy jesteście siostrami czy coś w tym stylu?- spytał Ichigo.
Zupełnie zapomniałam, że tu jest. Zdziwiona jego słowami przyjrzałam się dziewczynce.
Miała równie siwe, co ja włosy i brązowe oczy.
  -Niemożliwe. No chyba, że ją też stworzył Mayuri-sama.
  -Jaaasne. Prędzej świnie zaczną latać niż będę mieć coś wspólnego z tym świrem w makijażu.- wypaliłam.
  -Eee, Hikari, o czym ty mówisz?- odparł Ichigo.
Szczerze mówiąc sama się nad tym zastanawiałam. Dziewczynkę widzę pierwszy raz na oczy a i imię jej rzekomego stwórcy słyszę pierwszy raz.
  -Więc, jeśli nie Mayuri-sam musisz być rodziną Ukitake Taichou albo Toshirou.- dedukowała dalej dziewczynka.
Na sam dźwięk imienia ,,Toshirou” rozbolała mnie głowa. Znów zaczęły przepływać przez moją głowę obrazy wesołego siwowłosego chłopaka.
  -Hej Hikari dobrze się czujesz?- spytał Ichigo.
Nie miałam siły żeby odpowiedzieć.
  Ocknęłam się... z głową na ramieniu Ichigo! Wstałam oburzona.
  -Co to do cholery było?!
  -Ichigo kupił mi lody.- odparła zmieszana dziewczynka.
  -Nie o to mi chodzi!- warknęłam.- A tak w ogóle, kim ty jesteś?- spytałam spokojniej.
To śmieszne, ale dopiero teraz uświadomiłam sobie, że wybiegłam ze sklepu Urahary za całkiem obca dziewczyną.
  -Jestem Aryami. Dziadek mnie przysłał do wujka Urahary.- wyjaśniła wesoło.
Opadłam na ziemię. No to ładnie! Kolejny do domu wariatów.
  -Sądząc po zachowaniu już wszystko z tobą dobrze.- skwitował chłopak.
Kiwnęłam głową.
  -Dzięki za pomoc. -Odparłam.
  -Taa... do zobaczenia jutro.- odparł, po czym odszedł.
-A z tobą to się zaraz policzę.- Zwróciłam się do Aryami. Zrobiła minę jakby nie wiedziała, o co chodzi. – Zepsułaś mój dzień wolny od szkoły a poza tym piórkiem nie jesteś żeby po mnie skakać.- wyjaśniłam, po czym rzuciłam się na nią.
Zwinnie uniknęła moich rąk, po czym zaczęła uciekać. Nieświadoma, że właśnie zostałam wplątana w jej kolejną zabawę ruszyłam za nią. Skubana jest strasznie szybka! Do domu nie byłam w stanie wrócić o własnych siłach. Coś czuje rano zakwasy!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz