poniedziałek, 14 maja 2012

rozdział drugi

Droga do domu Kurosakich zajęła mi mniej czasu niż się spodziewałam. Oddałabym wszystko byleby spędzić z Ichogo jak najmniej czasu. Chłopak straszliwie mnie irytował chociażby samą obecnością mimo to zmuszona byłam pobierać korepetycje by nadrobić trzymiesięczny materiał. Bezradna zapukałam głośno, po czym przez dłuższy czas czekałam aż ktoś łaskawie otworzy. W końcu drzwi się otworzyły a z nich wyleciał zapewne Pan Kurosaki z pięścią wprost na mnie. Z ledwością uniknęłam przykrego spotkania z jego prawym sierpowym.

-Co to było do jasnej cholery?! Odpierdoliło ci do reszty?!- Wydzierałam się na niego zapominając o należytym szacunku dla starszych.

-Gomen myślałem, że to mój syn...- zaczął się tłumaczyć.

-Toty już lepiej nie myśl –powiedziałam wkurzona- wstrzyma konie: Truskawy nie ma?- spytałam już trochę spokojniejszym głosem.

Pokręcił przecząco głową.

-Powiedział, że musi pilnie na chwilę wyjść, ale zaraz wróci. Chwila...- zaczął mi się uważnie przyglądać od góry do dołu.

-No, co się tak gapisz?!- warknęłam.

-Nie ma wątpliwości jesteś Hikari Hitsugaya.- mruknął.- Nic się nie zmieniłaś.- dodał, po czym wepchnął mnie do domu.

Popychał mnie tak aż doszliśmy do kuchni.

-Sama też bym doszła.- mruknęłam zła.

Mężczyzna nic nie odpowiedział tylko zostawił mnie samą. I tyle było z jego `zajmowania się gośćmi`. Jednak po chwili jednak wrócił z butelką sake. Nie no kolejny, co myśli, że jestem sakecholiczką! Pierw Bananowy Ryj który gdy mam zostac sama w domu zamyka swój barek/pokój za pięcset zamków jakby tam złoto trzymał a teraz ojciec Truskawy skłonny pola kielicha.

-Usiądź pogadamy.- Zrezygnowana usiadłam.

-Tak lepiej. – zaczął kręcić stojącą butelką to w prawo to w lewo.- Ach... Pamiętam jak kiedyś piliśmy z Matsumoto... Najczęściej był z nami jeszcze ten twój `Ken-chan`, ale i bez niego była nie zła libacja. Tyle, że Naila wciąż zamieniała sake na mleko a Yume wciąż nakłaniała ciebie i Kenpachiego do odwyku.- zaśmiał się do swoich wspomnień a ja miałam dziwne wrażenie że wiem o czym mówi. Dzwoni tylko nie wiem w którym koście że tak powiem. –Nadal go nie lubisz?

Powoli pokręciłam przecząco głową.

-To, co wypijemy po jednej po tylu latach, co?- spytał wyciągając z szafki dwie małe czarki.

Spojrzałam na niego krzywo.

-No, co? Znowu jesteś na odwyku? Kto tym razem cię do tego namówił?

-Nikt. Z resztą, co to za zwyczaj żeby upijać nieletnich?

Popatrzył na mnie zdziwiony.

-Daj spokój nadal gniewasz się za tamto? Ile razy mam cię jeszcze przepraszać?

Tego jeszcze chyba jeszcze nie było by dorosły mnie przepraszał. Co prawda ten zachowuje się jak jakiś wariat, ale liczy się sam fakt.

-Dobra nie ma sprawy.- powiedziałam.

Znowu zaczął mi się przyglądać.

-Przestaniesz się tak do cholery na mnie gapić?!- krzyknełam rozdrażniona.

-Ty nic nie pamiętasz prawda?- spytał poważny.

-Tato wróciłem!- usłyszałam głos Truskawy.

Mężczyzna zdaje się zapomniał o naszej rozmowie. Nim się spostrzegłam biegł z w stronę syna z bananem na ryju. Odetchnęłam z ulgą dziękując w duchy, że pomarańczowo włosy przyszedł akurat teraz. Nie mam pojęcia, o czym chrzanił jego ojciec, ale zaczynało się robić dziwnie.

-Gdzie z tą szkitą?- z zamyślenia wyrwa mnie krzyk Ichigo pewnie jego ojciec `przywitał` go w ten sam sposób, co mnie.

Po tym nastąpił dźwięk tłuczonego szkła oraz dalsze krzyki dwójki Kurosakich.

-Oi Hi-chan!- zawołał już spokojniejszym głosem Truskawa.

Podeszłam zdziwiona do chłopaka i dotknęłam jego czoła. Spojrzał na mnie zdziwiony.

-Pierwszy raz nazwałeś mnie po imieniu... Nie jesteś przypadkiem chory?

Zdenerwowany strącił rękę, po czym pociągnął mnie na górę. Zatrzymaliśmy się przed drzwiami do jego pokoju. Chłopak zadawał się o czymś myśleć.

-Zaczekaj tu.- nim zdążyłam zareagować zniknął w pokoju. Chciałam zacząć go wyzywać czy coś w tym stylu, gdy usłyszałam ściszone głosy. Czyżby Ichigo ukrywał kogoś w przysłowiowej szafie? Po chwili otworzył drzwi zapraszając mnie do środka. Zdziwiłam się, jaki porządek tu panuje. Zero walających się na podłodze lub innych meblach ciuchów (jak w przypadku Jinty), na biurku wszystko idealnie poukładane a pościel na łóżku wydawała się nie mieć ani jednej zmarszczki. Nawet pluszowy lew posadzony przy poduszce zdawał się być idealny. Zaraz. Pluszak? Ten wielki ważniak Kurosaki spał z pluszakiem?

-Hmmm.... Czyżbyś nadal nie mógł zasnąć sam?- zakpiłam wskazując na maskotkę.

-Możemy przejść do konkretów?- spytał. Jemu też było nie wsmak przebywanie ze mną po godzinach lekcyjnych.

Kiwnęłam głową, po czym usiadłam na łóżku obok biurka.

-Przepraszam za ojca.- zaczął.

-Tego tematu raczej nie przerabialiśmy- zażartowałam- Nie ma sprawy. Trochę dziwny jest...

-Taaa... `dziwny` to chyba dobre określenie Isshina.

Na dźwięk tego imienia przed oczami zaczęły przelatywać różne sceny, którym towarzyszył mocny ból głowy, który zresztą zniknął po chwili równie szybko jak się pojawił.

-Nic ci nie jest?- spytał z troską.

-Wszystko dobrze. Muszę już iść do zobaczenia w szkole.- powiedziałam szybko wychodząc z domu Kurosakich.

Coś z tą rodziną było nie tak i nie jestem pewna czy byłam gotowa dowiedzieć się co. Truskawy wyraźnie nie trawiłam jednak z tego co zobaczyłam przed chwilą wnioskuję że z jego ojcem znam się bardzo dobrze co jest bardzo dziwne. Isshin, Isshin... powtarzałam sobie to imię starając przypomnieć sobie coś więcej niż kilka scen wyciętych bez ładu, składu i sensu. Jednak im bardziej drążyłam w pamięci tym bardziej bolała mnie głowa. Przycisnęłam ręce do skroni starając się jakoś uśmierzyć ból. Jednak to nic nie pomagało. Im częściej powtarzałam to imię tym ból stawał się silniejszy. W końcu skupiłam myśli na czymś innym i chwiejnym krokiem doczłapałam do domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz