-Braciszka nie ma.
-My właściwie...- zmusiłam siwowłosą by stanęła przede mną.
-...do pana Kurosaki.- dokończyła Aryami uśmiechając się promiennie.
Co ja tu do cholery robię?! Rozglądałam się nerwowo dookoła wciąż mając przed oczami wczorajszy koszmar. Ciężko to przyznać, ale bałam się przyjść tu sama. Siłą zmusiłam Aryami by poszła ze mną. Z drugiej strony, jeśli Bananowy Ryj chciał coś od ojca Truskawy to niech sam się przejdzie albo wyśle wiadomość.
Yuzu spojrzała na nas jak na wariatów. Mimo to bez słów protestu zaprowadziła nas do gabinetu wołając po drodze rodziciela. Gdy nie usłyszała odpowiedzi z jego strony przeprosiła nas, po czym wyszła go szukać.
-Zauważyłaś jak się zachowuje? To było dziiiiiiiwne.- wypaliła Aryami jak tylko Yuzu wyszła.
-To się nazywa kultura. Dla ciebie coś obcego, czyż nie?- odparłam rozsiadając się wygodniej na krześle.
W odpowiedzi wystawiła mi język, po czym zaczęła wszystkiemu się dokładnie przyglądać. Czas mijał a pana Kurosaki ni widu ni słychu. Powoli zaczęłam przysypiać.
-Nee, Obaachan, czemu to tak długo trwa?- jęczała potrząsając mną.
-Jeszcze raz mnie tak nazwiesz a zrobię ci krzywdę.
-Obaachan, Obaachan, Obaachan.- powtarzała coraz szybciej z szerokim uśmiechem.
Zdenerwowana rzuciłam się na nią jednak ta zwinnie wyminęła mój uścisk. Zaczęłam ją ganiać po całym pokoju. Już prawie zdołałam ją złapać, gdy drzwi otworzyły się. Zastygłyśmy w miejscu. Do gabinetu wszedł a raczej wczołgał się Isshin. W niczym nie przypominał tego szalonego ojca z przed paru miesięcy, który przywitał mnie pięścią i próbował wcisnąć sake.
Szybko usiadłyśmy na krzesłach po jednej stronie biurka. Mężczyzna opadł ciężko na krześle po drugiej stronie.
-Dłużej już nie można było?- przerwała ciszę Aryami.
Zdzieliłam ja po głowie. Jęknęła patrząc na mnie z wyrzutem.
-Urahara Kusuke kazał mam tu przyjść.- powiedziałam.
Mężczyzna od razu się ożywił.
-Taa... i kazał cię przyprowadzić. Jakaś Lava niedługo ma się uwolnić.- dodała siwowłosa.
Isshin spojrzał na nas szeroko otwartymi oczami.
-To niemożliwe. Przecież razem ją zapieczętowaliśmy.- oburzył się.
W odpowiedzi wzruszyłyśmy bezradnie ramionami. Żadna z nas nie za bardzo wiedział, kim jest ta Lava, chociaż jeśliby wierzyć moim snom to ma coś do mnie. I wtedy mnie olśniło. Usilnie próbowałam przypomnieć sobie mój pierwszy sen o niej. Co w nim było? A tak już pamiętam. Była Lava stojąca nad zabitą jakąś dziewczyną i...
-Hej, wszystko dobrze? –spytała Aryami.
Kiwnęłam głową.
...Tą drugą osobą był ojciec Truskawy!
-My się znamy?- wypaliłam nagle. Spojrzał na mnie przestraszony jakbym znowu pamięć straciła.- Znaczy prócz tego, że jest pan ojcem Truskawy.- Dodałam pospiesznie.
-Wydaje się, że nie mamy na to czasu na razie.- znikąd pojawił się Bananowy Ryj.
Wszyscy spojrzeli na niego jakby był cudem świata. Skąd on się tu do cholery wziął?!
-Hikari-chan musi byś w formie, jeśli ma się zmierzyć z Lavą a terminy nas gonią.- powiedział stukając wachlarzem w zegarek, po czym wepchnął nas wszystkich do jakieś dziury. Po chwili byliśmy w tym dziwnym miejscu pod jego sklepem.
-Ponieważ Hi-chan została z wiadomych przyczyn pozbawiona mocy shinigami, dlatego Isshin-kun- wskazał na niego wachlarzem- musisz przekazać jej cząstkę swej mocy.
Mężczyzna kiwnął głową.
-Protestuje! Czemu ten dziadyga ma dawać Obaachan moc skoro ja mogę?!
Urahara uspokoił ją szybko mówiąc, że jeśli chce to też może oddać mi cząstkę. Dźgnął swoją laską obydwóch. Stali teraz przede mną ubrani w czarne kimona z tą różnicą, że Pan Kurosaki miał jeszcze coś na wzór białego płaszczu, a tuż za nimi leżały bezwładnie ich ciała. Spojrzałam na nie przerażona jednak oni zdawali się nie zwracać na nie uwagi.
Blondyn poinstruował dwójkę, co mają robić. Po chwili siedziałam po turecku na ziemi jedną ręką trzymając Isshina a drugą Aryami.
-Powariowaliście.- mruknęłam. –I jak to moż... -Poczułam coś podobnego do mrowienia. Nim się zorientowałam mnie też dźgnął laską.
-Co ty wyprawiasz do jasnej cholery?!- krzyknęłam i ku zdumieniu wszystkich rzuciłam się na blondyna, jednak ten bez problemu unikał mojego uścisku.
Gdy już się uspokoiłam, pojawił się czarny kot mający w pyszczku katane. Dostrzegłam błysk w jego oku, po czym zwierzak wyrzucił ostrze do góry. Po krótkim locie wbiła się kilka milimetrów przed moimi stopami. Przełknęłam głośno ślinę o mały włos a miałabym o dwa numery mniejszą stopę. Zerknęłam na pozostałych – wszyscy patrzeli zachęcająco na miecz. Powoli złapałam rękojeść, czułam jakbym już nie raz trzymała miecz, co było trochę dziwnym uczuciem. Nim się spostrzegłam Bananowy Ryj naparł na mnie. W ostatniej chwili zablokowałam jego katanę swoją własną. Broń blondyna wyglądała znajomo. Nic w tym dziwnego skoro rękojeść miała kształt uchwytu laski, jednak jej reszta zamieniła się w śmiercionośne ostrze. Nie zdążyłam nawet zachwycić się odruchem, gdy skoczył na mnie ten czarny kot w powietrzu zamieniając się w dobrze mi już znaną Yuorichi. Robiąc gwiazdę do tyłu uniknęłam rozkwaszenia przez jej pięść, która pozostawiła spore zniszczenia w ziemi gdzie jeszcze przed chwilą stałam. Przełknęłam głośno ślinę. O mały włos a byłby ze mnie mus jabłkowy. Tymczasem złotooka z typowa dla siebie zwinnością i prędkością znowuż natarła. Schowałam miecz za pas.
-Rozszarp Tora-powiedziałam dosyć głośno, po czym ruszyłam na nią.
Zatrzymałam się jednak widząc jak ta przystanęła zdziwiona. Spojrzałam na pozostałych. Wszyscy -no może prócz Aryami- wpatrywali się we mnie jak sroka w gnat.
-No i co gały wpatrujecie?- warknęłam- chcecie mnie do cholery zabić czy mam czekać aż zamienię się w dzieło sztuki.
-Wiesz....co przed chwilą powiedziałaś?- spytał zszokowany Isshin równocześnie z głosem wewnątrz mojej głowy.
-co gały wlepiacie ...-powiedziałam zbita z tropu.
-Później- przerwał Kurosaki
~,,Rozszarp Tora”.~odezwał się głos.~ tą komendą przywołujesz swoje ShiKai.
-Próbowałam... przywołać swoje ShiKai...?- powtórzyłam niedowierzając.
-Skąd to wiesz?- spytała Yuorichi.
-Głos.... w mojej głowie...mi powiedział.
Wszyscy znów spojrzeli na mnie zdziwieni. Trwali tak nie wiadomo ile a cisza była nie do zniesienia. W końcu przerwał ją Urahara śmiejąc się przez wachlarz.
-Widzę, że twoje słowa były prawdą.- odparł w końcu.
Teraz to ja spojrzałam na niego zdziwiona, gdy ten zaczął się do mnie zbliżać.
-opowiadałaś mi kiedyś o relacjach z twoim zanpaktou.- wyjaśnił.- mówiłaś, że łączy cię z nią silna więź. Nie nosiłaś swojego miecza przy sobie, bo nie ważne gdzie byłaś wystarczyło wymówić jego imię a miecz się pojawiał. Wcale nie musisz medytować żeby nawiązać z nim połączenie. Właściewie to ono trwa cały czas. Niesamowite, że to połączenie działa mimo różnych światów, odebraniu mocy i amnezji.
~Mówi prawdę, Kari.
-Jesteś moim mieczem?- spytałam w myślach nadal nie dowierzając.
~zanpaktou~ poprawiła~ to więcej niż miecz. Rodzimy się z duszy shinigami i razem z nimi umieramy.
Kiwnęłam głową w zrozumieniu.
-Dosyć gadania. Wracamy do treningu? W końcu ktoś chyba czyha na mój skromny żywot.
Urahara wymienił z Yourich znaczące spojrzenie. Przewróciłam oczami.
-Nie jestem głucha. Z resztą bądź, co bądź pamięć mi wraca a skojarzyć fakty to ja umiem.- cóż, przyjaciele musieli przyznać mi racje kiwnęli głowami. Nawet Aryami kiwała energicznie głową.
Yuorichi wzruszyła ramionami, po czym znów ruszyła na mnie. Uśmiechnęłam się złośliwie i ruszyłam jej na przeciw. w ruch poszły pięści i kopniaki. Poruszała się strasznie szybko. Pojawiała się raz z przodu raz z tyłu mnie. Zaczynało mnie to denerwować, byłam już nie źle poobijana i nie mogłam jej dostrzec. Nagle do mnie dotarło, że z podobną szybkością porusza się siwowłosa. Zaczęłam uważniej przyglądać się jej ruchom. Gdy w końcu po raz pierwszy zablokowałam jej rękę ta uśmiechnęła się złośliwie, po czym zniknęła. Zbyt późno zauważyłam czerwony pocisk zmierzający na mnie. Wyciągnęłam miecz próbując nim zatrzymać pocisk. Jednak ostrze nie wytrzymał i pękło. Nie zdążyłam uskoczyć i energia uderzyła prosto we mnie. Wylądowałam na jednym z głazów. Jęknęłam z bólu. Po dłuższej chwili podniosłam się ledwo stojąc na nogach.
-Które to kurwa było?- krzyknęłam ze złością.
Jednak od razu tego pożałowałam, gdy ból zaczął pulsować w klatce piersiowej ze zdwojoną siłą. Skrzywiłam się z bólu przeskakując wzrokiem po zebranych.
-Ty mała.-warknęłam, gdy Aryami wystawiła mi język.
Od rzucenia się na nią powstrzymały mnie dwie rzeczy: niesamowity ból i słowa Yoruichi.
-W starciu z Lavą nie będziesz wiedzieć, czego się spodziewać. Jest zapieczętowana od jakiś stu lat i cały czas podsyca ją chęć mordu i zemsty.
Stałam z oczami wbitymi w ziemie, analizując jej słowa. Wtem pojawił się Tessai, który przez chwilę szeptał o czymś z Uraharą.
-musze was przeprosić- kiwnął głową na kobietę, która zdążyła znów zmienić się w kota, po czym udali się w stronę zajebiście długiej drabiny.
-Cóż lepiej ja też już zniknę.- powiedział Isshin wstając.- miło widzieć się znów w haori, Hi-taichou.- dodał z uśmiechem targając mi włosy.
Syknęłam ze złością. On tylko się zaśmiał i znikł.
-Haori?- spytałam zdziwiona.
-Kapitańskie.- sprostowała siwowłosa – czternasta? Przecież taka nie istnieje.- dodała przyglądając się moim plecom.
Podążyłam za jej wzrokiem. Jednak bliskie spotkanie z kamulcem nie pozwoliło odwrócić się do tylu, jednak w miarę możliwości przyglądnięcia się mojemu strojowi. Nie było to czarne kimono, w jakie byli ubrani Aryami i pan Kurosaki. Bardziej przypominało sukienkę na ramiączkach. Na łokciach fioletowym sznurkiem były związane kawałki białego materiału. W pasie miałam przewiązany biały płaszcz, którego widocznie nie lubiłam nosić założonego poprawnie.
-Wujek Kyoraku dostałby ślinotoku na twój widok.- powiedziała uśmiechnięta.
Nie miałam siły by jej odpowiedzieć i zemdlałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz