poniedziałek, 14 maja 2012

rozdział siódmy

Od kilku dni nie chodziłam do szkoły. Większość mojego dnia zajmowały treningi z Tessaiem, Ururu i Jintą. Czasem walczyłam też z Yourichi, ale ostatnio coraz częściej jej nie ma a Aryami cóż nie mam pojęcia, co się z tą dziewczyną dzieje. Wszystkich treningów doglądał Bananowy Ryj. Pewnego dnia, gdy jak zwykle walczyłam pojawił się Tsuskawa.

-Co ty do cholery tu robisz?!- wykrzyczeliśmy jednocześnie.

-Dobre pytanie ja tu MIESZKAM!- odparłam.

-A my idziemy uratować Rukie.- dopiero teraz zauważyłam, że wraz z nim przyszli Sado, Ishida i Inoue.

-Uratować?- zdziwiłam się.

-Nie było cię w szkole. Kilka dni temu dwoje shinigami zabrało Kuchiki-san. Chcą ją zabić.- wyjaśniła Inoue.

-Brama gotowa- zakomunikował Jinta.

-Idę z wami!- powiedziałam stanowczo stojąc przy bramie.

-Nie!- krzyknęli równocześnie Bananowy Ryj i Truskawa.

-Nie możesz, Hi-chan. Zostałaś wygnana i nie możesz przez nią przejść.- jak na potwierdzenie swych słów dotknął przejścia jednak jego dłoń została natychmiast odepchnięta.

Nie zważając na przykład blondyna także jej dotknęłam jednak ku naszemu zdumieniu moja dłoń gładko się zatopiła. Spojrzałam na niego z wyższością.

-Dobra, dobra.- przewróciłam oczami widząc wzrok blondyna.

Mimo że chciałam pomóc wiedziałam że to nie mój czas. Moim zadaniem było pokonanie Lavy. Pomoc Ruki należała do niego.

-Ty też idziesz Yourichi?- spytałam widząc czarnego kota.

-Ktoś musi ich pilnować- odparła męskim głosem.

Kiwnęłam głową. Wszyscy po kolei począwszy od kota zaczęli przechodzić. Na końcu szedł Truskawa.

-Zaopiekujecie się moją rodziną?- spytał, gdy już miał wejść.

-Hai, hai. Powodzenia Ichigo.- powiedziałam popychając go.

Tuż za nim zamknęło się przejście.

-No, co?- spytałam czując, że Jinta dziwnie mi się przygląda.

-„Powodzenia Ichigo”- powiedział parodiując moja wypowiedź sprzed chwili.

-Urusai!- krzyknęłam, po czym zaczęłiśmy się kłócić.

-Zaczęło się.- wpadła nagle, Aryami przerywając naszą kłótnie.

Albo mi się zdawało albo Bananowy Ryj pobladł. Wymienił znaczące spojrzenie z Tessaiem.

-Co się zaczęło?

-Aryami zaalarmuj Hacchiego-san.- Urachara zdawał się nawet nie słyszeć mojego pytania.

Dziewczyna posłusznie kiwnęła głową, po czym zniknęła. Mimo że wiem, kim naprawdę jestem jej szybkość wciąż mnie zadziwia.

-Hi-chan!- z osłupienia wyrwał mnie głos Bananowego Ryja.

-Taa...?- odparłam machinalnie nadal wpatrując się tempo w miejsce gdzie przed chwilą stała.

-Idziemy.- zdziwiona podążyłam za nim.

Za pomocą shunpo dosyć szybko znaleźliśmy się na przedmieściach Karakury. Tak jak w moim śnie na wzgórzu znajdowała się kaplica i właśnie w jej kierunku się udaliśmy.

W środku był już dosyć hmmm... pulchny mężczyzna o różowych krótko ściętych włosach i wąsach, mimo wszystko już na początku poczułam wobec niego sympatię.

-Dawnośmy się nie widzieli.- przywitał się. –Słyszałem Hitsugaya taichou, że straciłaś pamięć.

-Hikari.- poprawiłam szybko.- To prawda.

-Pieczęć osłabła, postaramy się ją wzmocnić na jakiś czas.- powiedział Tessai stając naprzeciw rózowowłosego.

Posąg, który stał między nimi zaczął świecić. Czułam jak bije od niego moc. Powietrze stało się cięższe, z trudem mogłam oddychać. Szybko zdałam sobie sprawę, że w owym posągu jest zapieczętowany mój wróg. Jeśli chcę się z nią mierzyć muszę stać się silniejsza. Niewiele mogę zdziałać ze zlepką mocy Isshina i Aryami. Potrzebuję mojej mocy i Tory.

Spojrzałam na mężczyzn. Widać było, że pieczętowanie kosztuje ich sporo wysiłku. Nie mogę tego tak zostawić. Postanowione!

-Hej, Urahara-san...- zaczęłam, gdy wracaliśmy po wszystkim do domu. Blondyn spojrzał na mnie zdziwiony. Chyba po raz pierwszy nie zwróciłam się do niego per „Bananowy Ryju”, ale nie było to teraz ważne. – Chce odzyskać Tore.- powiedziałam zdecydowana.

Kiwnął powoli głową. Nawet nie próbował się kłócić.

-Zgoda. Otworze ją jutro z samego rana.

-Nie daj się złapać. I pamiętaj: Tora jest w X dywizji.- powtórzył po raz piąty.

Staliśmy przed otwartą bramą. Blondym zdawał się być bardziej przejęty ode mnie.

-Tak mamo. Wyzluzuj Bananowy Ryju, będzie dobrze.

-Aryami pójdzie z tobą. Dobrze zna Soul Society będzie ci się lepiej poruszać. Z resztą Kurosaki-kun pewnie zdążył narozrabiać i w Seretei panuje chaos.

Kiwnęłam głową.

-I lepiej ściągnij haori. XIV Dywizja była tajna i prawie nikt o niej nie wiedział. Lepiej będzie jak nie będziesz się za bardzo rzucać w oczy.- spojrzałam na niego spode łba. Cały mój strój zwracał uwagę! W niczym nie przypominał kimona, w jakim poruszają się shinigami. Mimo to zostawiłam biały płaszcz.

Nim zdążył cokolwiek jeszcze dodać, weszłam w bramę. Gdybym tego nie zrobiła pewnie matkowałby mi cały dzień.

Po drugiej stronie rozciągały się wysokie baraki ogrodzone równie wielkimi murami.

-Gdybym była najsilniejszym zanpakou z zapieczętowaną mocą shinigami klasy kapitańskiej to gdzie bym była...?- myślała głośno Aryami rozglądając się na boki.

~w X Dywizji

-W X dywizji- powtórzyłam za Torą.

-Nie przypominam sobie by Shiro miał u siebie coś takiego...-powiedziała marszcząc brwi.

-Ale skoro Tora i Bananowy Ryj tak twierdzą to tak jest

-Popytam wujków.- nie dawała za wygraną i nim zdążyłam otworzyć usta zniknęła.

Westchnęłam głośno. Same z nią kłopoty. Rozglądnęłam się dookoła. Wszystkie ściany wyglądały tak samo jednak nie miałam zamiaru czekać na nią i sama ruszyłam na poszukiwania baraków X Dywizji. W końcu Ichigo pewnie zrobił już nie małe zamieszanie i na pewno szybko się nie zorientują ze mają dodatkowego intruza.

-Wszędzie tylko te cholerne mury!- po godzinie kluczenia miałam już dosyć.

Wszystko tu wygląda tak samo. Miałam nawet nieodparte wrażenie, że kręcę się w kółko. Nagle natknęłam się na wielką dziurę w murze jak i ubytku na drodze. Czuć też było zapach krwi.

-Widzę, że się nie obijasz- mruknęłam zadowolona ruszając dalej.

Po długiej wędrówce zauważyłam budynki wyróżniające się na tle innych. Były zapuszczone, widać było, że od dawna były opuszczone. Nad bramą wejściową niestety zabrakło tabliczki z numerem dywizji jednak coś mnie tam ciągnęło. Ostrożnie weszłam na dziedziniec. Kiedyś musiało być tu pięknie. Teraz widać było przykładny obraz nędzy i rozpaczy. Z lekkim uczuciem niepokoju ostrożnie weszłam do największego budynku. Nad czymś, co przypominało biurko wisiała wielka tablica z numerem dziesięć. Nie wyglądało mi to na odpowiednie miejsce przechowywania miecza z zapieczętowaną mocą kapitana, cała ta sytuacja niezbyt mi się podobała. Jednak nie mogłam opuścić tego miejsca. Coś mi kazało przeszukać jeszcze mniejszy budynek stojący obok. W jednym z pokoi w na wpół wysuniętej szufladzie zobaczyłam kilka poszarzałych haori. Wzięłam jedno z nich do ręki. Na plecach widniała duża piętnastka.

-Więc to jest piętnasta a nie dziesiąta dywizja- pomyślałam.

Więc nie wszystko stracone. Nadal wpatrywałam się w haori, jakbym chciała coś z niego wyczytać. Nagle usłyszałam odgłos potrąconych butelek. Spłoszona rzuciłam niedbale narzutę z powrotem na miejsce i wybiegłam z pokoju. Nagle potknęłam się o coś i padłam boleśnie na podłogę. Przez chwilę leżałam z zamkniętymi oczami na podłodze czekając aż ból po upadku przejdzie. Gdy w końcu wstałam zobaczyłam leżącego na ziemi shinigami. Zdawał się w ogóle nie poczuć, że jeszcze przez chwilą wywinęłam przez niego fikołka. Miał zupełnie białe włosy, na których cień był w kolorze błękitu, skórę tego samego koloru, a strój wyglądał kolorystycznie zupełnie odwrotnie do tego, jakie nosił Isshin, Aryami czy Truskawa. Całe było białe nie licząc czarnego pasu obi. Tak na niego patrząc dziwiłam się sobie, jakim cudem mogłam się o niego potknąć. Cały biały wyraźnie rzucał się w oczy na tle ciemnego pomieszczenia. Wokół było pełno butelek z alkoholem, więc to on hałasował wtedy. Dźgnęłam go kilka razy delikatnie palcem chcąc go obudzić. Chłopak gwałtownie wciągnął powietrze, po czym rozejrzał się dookoła nieprzytomnym wzrokiem. Zdziwił mnie kolor jego oczu. Miały ciepły, fioletowy kolor, ale białka były całkiem czarne. Uśmiechnęłam się pod nosem. Nie spuszczając zer mnie wzroku ręką wymacał jedną z butelek, po czym pociągnął spory łyk. Przetarł oczy jakbym była złudzeniem.

-O kurwa!- jęknął – Ukitake mówił żeby tyle nie chlać. Teraz widzę trupy.

-Zaraz ten trup ci przywali.- warknęłam zirytowana.

Chłopak znowu jęknął łapiąc się jedną ręką za głowę a drugą łapiąc butelkę.

-Ty bujałaś się z tą siksą, nie?- spytał nagle, gdy już odchodziłam.

-Nie wiem, o kim mówisz.- mruknęłam zdziwiona.

-O Yumeko Zaraki do cholery.

-Taa... nim powiesz coś jeszcze pragnę cię uświadomić, że straciłam pamięć.- powiedziałam nie zwracając na niego uwagi.

Jednak to imię i nazwisko cały czas rozbrzmiewało w mojej głowie. Usiadłam pod jednym z pni wiedząc, że za chwilę moją głowę nawiedzi ból. Nim zdążyłam dobrze usiąść, przed oczami pojawiła się mała fioletowooka, roześmiana dziewczyna. Jej twarz przemijała szybko, pokazywana w różnych sytuacjach, w różnym wieku. Z głośnym syknięciem złapałam się za głowę wszczepiając palce we włosy. Czemu za każdym razem wspomnienia wracają do mnie w tak bolesny sposób?

-Yume...- szepnęłam, gdy tylko ból ustał.

Szybko zerwałam się na nogi, czego skutkiem były zawroty głowy. Szybko złapałam się pnia a gdy i one ustały biegiem wróciłam do tego schlanego shinigami. Nie ważnie jak wyglądał i jak się zachowywał. Znał Yume i zdawał się znać mnie. Nie mogę przegapić szansy dowiedzenia się czegoś o przeszłości w mniej bolesny sposób.

-Skąd znasz Yume?!- spytałam zdyszana, gdy tylko znalazłam go w tej ruinie.

-Nagle sobie przypomniałaś?- prychną.

Spojrzałam na niego wymownie.

-A skąd ty znasz Yume?- Spytał ponownie biorąc łyk z butelki. Alkoholik wstrętny.

-Nie odwracaj kota ogonem- warknęłam.- Ja... nie pamiętam....

-Nie chrzań.- mruknął podsuwając mi butelkę.

spojrzałam na nią z odrazą.

-Nie mów tylko, że wielka kapitan Hitsugaya nie skusi się na odrobinę sake.- prychnął.

Było oczywistym, że mnie podpuszcza.

-Dobra.- wyrwałam mu butelkę z ręki.- pod warunkiem, że jutro zaprowadzisz mnie do dziesiątej dywizji.

-Kanpai!- powiedział szczerząc się od ucha do ucha, po czym stuknął naszymi butelkami.

Chwile się ociągając poszłam w jego ślady. Po raz pierwszy odkąd pamiętam spiłam się w trupa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz