poniedziałek, 14 maja 2012

rozdział ósmy

Jęknęłam niezadowolona zaciskając mocniej powieki, gdy na moją twarz wtoczyły się pierwsze promienie słońca. Zaraz potem rozległ się przeraźliwy krzyk po mojej prawej stronie.

-Zamknij japę!- warknęłam waląc go z pięści.

Przez najbliższych parę minut znowu zapanowała cisza, jednak mi nadal szumiało w głowie. Nie byłam pewna czy to przez brutalną pobudkę czy przez kaca a sądząc po sporej ilości porozrzucanych butelek poprzedniego dnia wypiłam aż za nadto.

-Kim ty do cholery jesteś?!- westchnęłam głośno dłonią przecierając zaspaną twarz.

Czy mi się zdaje czy wczoraj nie zadawał takich pytań? Wręcz przeciwnie, zdawał się dokładnie wiedzieć, kim jestem ba! Zdawał się nawet znać ludzi, z którymi się zadawałam a o których ja sobie jeszcze nie przypomniałam.

-Twoim cholernym katem, jeśli łaskawe się nie zamkniesz.- zagroziłam, na co on tylko zaśmiał się śmiechem szaleńca.

Zapadła kolejna cisza, podczas której próbowałam przywrócić moje ciało do stanu używalności i pozbycia się tego piszczenia w głowie koniec końców dziś miałam odzyskać miecz a bez walki raczej go nie oddadzą.

-Na kaca najlepsze jest sake.- powiedział wracając do picia.

Zirytowana wyszarpnęłam mu butelkę z ręki. Spojrzał na mnie złowrogo.

-Czas byś wypełnił swoją część umowy chłopczyku.- powiedziałam tonem nie znoszącym sprzeciwu.

Niechętnie wstał mamrocząc coś pod nosem. Chcąc nie chcąc wyprowadził nas z terenu byłej XV dywizji i skierował się w tylko sobie znanym kierunku. Pozostało mi iść za nim i mieć nadzieję, że nie zrobi mnie w bambuko. Mimo że wszystkie ścieżki wyglądały tak samo zdawał się świetnie orientować.

-Chcesz odzyskać swój miecz, prawda?- spytał przystając w pewnym momencie.

Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami. Skąd on...?

-Hitsugaya Hikari. Kapitan XIV dywizji. Skazana na wieczną banicję po świecie żywych z uprzednim zapieczętowaniem reitasu w zanpaktou. Mam rację?- mówił od niechcenia dłubiąc między zębami długim, białym piórem.

Powoli pokiwałam głową. Coś dużo o mnie wiedział. Nim się otrząsnęłam wskoczył na mur. Szybko podążyłam za nim.

-Tora znajduje się zapewne w gabinecie kapitana. Musimy być bardzo ostrożni niedawno jacyś ryoka wparowali do Seretei, więc są jeszcze bardziej czujni.- kiwnęłam głową, kto by przypuszczał, że ten negatyw potrafi myśleć.

Poruszaliśmy się możliwie najciszej i najszybciej. Zwinnie omijaliśmy wszystkich shinigamich. Mimo że znamy się od wczoraj świetnie razem współpracowaliśmy, nie musiał wykonywać żadnych gestów, podświadomie wyczuwałam, o co mu chodzi. Nic, więc dziwnego, że gdy przystanął przy wielkich drzwiach weszłam tam od razu kiwając mu tylko głową. Oczywiście nie byłam na tyle głupia by wpadać tam z impetem. Wpierw lekko uchyliłam drzwi, sprawdzając czy jest ktoś w środku. Na szczęście nikogo nie było, więc otworzyłam szerzej drzwi i weszłam do środka. Brak obecności kapitana w cale mnie nie uspokoił. Przeciwnie denerwowałam się jeszcze bardziej, mógł wrócić w każdej chwili. Ogarnęłam nerwowym wzrokiem cały pokój. Mimo że „gabinet kapitana” brzmi poważnie był to w miarę mały pokoik. Tak samo jak w wypadku piętnastej nad oknem wisiała wielka tablica z numerem dywizji. Przy oknie stało też niewielkie biurko całe zasypane tonami makulatury. Było też kilka regałów z książkami i wielka czerwona kanapa.

-Pewnie zmęczony kapitan często się tu relaksował- pomyślałam, lecz zaraz zmieniłam zdanie widząc kolejne sterty białych kartek poukrywanych w jej okolicach.

Ten kapitan musi być strasznym leniem. No, ale! Myślę o tym, kim jest kapitan a przecież mam znaleźć Tore! Lecz choćbym nie wiem jak się starała nigdzie jej nie było. A częste ponaglające bębnienie dochodzące z korytarza wcale mi nie pomagało. Z rezygnacją oparłam się o jedną z ścian tak, by mieć dobry widok na cały gabinet. Nagle ta wykonała pełny obrót, przez co chwilowo straciłam równowagę. Przyjrzałam jej się. Niczym się nie różniła się od chwili, gdy się o nią oparłam. A jednak! Na samym środku zamiast obrazu pionowo wisiała długa katana. Jej rękojeść była cienka a z tsuby wychodziły dwa metalowe pręty, które wyklągem przypominały kły tygrysa. Z momentem przybliżenia mojej ręki, cały miecz zaczął się iskrzyć jasną niebieską poświatą jednak, gdy ją oddalałam przestawała.

-Super.- szepnęłam podziwiając efekt.

Szybko jednak przestałam i chwilę się wahając złapałam pewnie za rękojeść miecza i ściągnęłam go ze ściany. Rozbłysła nagle tak jasnym światłem, że ręką musiałam zasłonić oczy. Poczułam się strasznie lekka, jakbym za chwilę miała odlecieć. Gdy znowu mogłam otworzyć oczy znajdowałam się w zupełnie innym miejscu. Na pewno nie były to baraki X dywizji. I śmiem wątpić czy to w ogóle znajdowało się w Soul Society. Stałam na niebie. Tak mi się wydaje. Wokół kłębiły się białe obłoczki a nade mną szumiał błękitny, przejrzysty ocean nie mający końca.

~Nareszcie Kari!~ usłyszałam zewsząd.

Poczułam ogromny ciężar na plecach i o mało, co nie poleciałam na twarz. W ostatniej chwili zdążyłam złapać równowagę.

-Złaź, że.- warknęłam.

Posłusznie ciężar zniknął a ja mogłam się odwrócić i w pełni przyjrzeć się oprawcy. Była to dziewczynka mniej więcej w wieku 6 lat ubrana w jasnobłękitną sukienkę sięgającą do kolan. Sukienka podobnie jak ciemnoniebieskie długie włosy zachowywały się jakby były pod wodą. Końcówki włosów uformowały coś na wzór płetwy a duże granatowe oczy zaszkliły się.

-No już nie płacz.- powiedziałam łagodnie.

Dziewczynka radośnie kiwnęła głową a jej smutny nastrój zniknął jak ręką odjął. Jej twarz rozjaśnił szeroki uśmiech.

~Nie mogłam się doczekać, kiedy znowu się spotkamy, Kari. Czekałam ponad sto lat~ odezwała się a w jej głosie rozpoznałam ten rozbrzmiewający od jakiegoś czasu w mojej głowie.

-Tora?- spytałam zdziwiona.

Przytaknęła z uśmiechem. Otworzyłam szerzej oczy. Mój zanpaktou, który jest niby najsilniejszym lodowym okazał się... małą dziewczynką? Niemożliwe.

-Gdzie ja jestem?- spytałam po chwili

~W wewnętrznym świecie. Ale nie czas na pytania. Niedługo Hell wyrwie cię z transu a ja muszę ci coś pokazać~ nim zdążyłam zareagować złapała mnie pewnie za rękę. Zakręciła mną dookoła kilka razy, po czym kopnęła mocno wybijając mnie wprost w stronę wody nad nami. Zdążyłam tylko nabrać powietrza nim zanurzyłam się w niej.

-Patrz Hi-chan! Ta chmura wygląda Yoruichi-san- powiedział uradowany Urahara wskazując owy obłok.

-Masz rację! A ten jak Dębowe Mocne Dziadygi Yamy.- odparłam wskazując inna.

Westchnęłiśmy błogo niemal równocześnie. Dobrze jest czasami po prostu posiedzieć z przyjacielem na tarasie i poobserwować niebo.

-Hej ty leniu!- usłyszeliśmy nagle wściekły głos jego porucznik.

Hiyori szła wkurzona w naszą stronę. Kisuke zaśmiał się nerwowo wiedząc, że nie da rady przed nią uciec. Zdążył tylko odsunąć się nieznacznie bym i ja nie oberwała. Obserwowałam z nieukrywaną radością jak młoda porucznik okazuje swoje uczucia w stosunku do swojego kapitana. Mimo licznych kopniaków i walnięć klapkiem (większość prosto w twarz) Uraharze uśmiech również nie schodził z ust i zdawał się w ogóle nie słuchać kazania na temat jak to powinien wziąć się do roboty a nie tylko leniuchować. Muszę ją kiedyś zatrudnić żeby podobnie wygłosiła Kurosakiemu. Może wtedy w końcu weźmie się do roboty.

-No. A teraz pożegnaj się ze swoją dziewczyną i wracaj do roboty.- powiedziała ciągnąc go w stronę pokoi.

-Ile razy mam ci powtarzać, że nie jestem jego dziewczyną?!- wydarłam się cała czerwona, gdy tylko dotarło do mnie, co powiedziała.

-Milion białasku- odparła znikając zza rogiem.

Westchnęłam głośno z powrotem spoglądając na niebo. Nagle poczułam czyjąś rękę na mojej głowie. Bezsłownie przywołałam Shikai i dłonią otoczoną niebieską poświatą strzepnęłam rękę intruza.

-Ile razy mam ci powtarzać byś się do mnie nie zbliżał pacynko.- warknęłam, na co on tylko prychnął.

-Zawsze mnie zastanawia Hitsugaya Taichou jak możesz być tak bezczelna i zwracać się do kapitanów po imieniu i jakim cudem przywołujesz Shikai, gdy nie ma w pobliżu twojego miecza.- powiedział bez ogródek Mayuri.

Zaśmiałam się odwołując Shikai.

-Wyobraź sobie, że Kyoraku, pięć razy próbował się ze mną umówić, gdy był na ostatnim roku akademii. Z resztą nie muszę ci się z niczego tłumaczyć. Musz...

-Kurwa mówiłem, że to ma być cicha akcja. Mając na myśli „cicha” nie myślałem żeby wystrzelać w zakichane niebo całe reitasu.- warknął negatyw trzymając mnie za ramiona.

Spojrzałam na niego wściekle. Co za cham! Jak mógł przerwać moje wspomnienie?!

~Daj spokój najważniejsze i tak zostało przekazane~ usłyszałam głos Tory.

Westchnęłam głośno. Wyskakując za chłopakiem przez okno.

-Przez te twoje chujowe fajerwerki połowa gotei już wie, że wzięłaś miecz.- warknął, gdy biegliśmy w tylko jemu znanym kierunku.

-Wal się!- warknęłam obrażona nie mogą pozbyć się głupiego wrażeni, że ktoś nas śledzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz