-Hej Hi-chan chyba spóźniłaś się do szkoły.- Usłyszałam wesoły jak zawsze głos mojego opiekuna.
Jęknęłam zła, że przerwano mi sen mocniej nakrywając się kołdrą.
-Oj, Hi-chan od wypadku minęły trzy miesiące. Nie sądzisz, że czas już wrócić do normalności?
-Nie.- Powiedziałam przez poduszkę.
Mężczyzna westchnął głośno, po czym zaczął mnie łaskotać. Ze śmiechu wiłam się po całym łóżku.
-Urahara-san....Przestań!- Krzyczałam dusząc się ze śmiechu.
-Jesteś okropny.- Mruknęłam łapiąc oddech, gdy tylko przestał.
Ten tylko zaśmiał się otwierając swój sławny wachlarz.
-Teraz już nie masz wyboru- powiedział z błyskiem w oku.
Popatrzałam na niego złowieszczo, po czym mozolnie wygramoliłam się spod kołdry i skierowałam się do łazienki. Jeszcze trochę zaspana spojrzałam w lustro. Spoglądała na mnie blada twarz z parą złotych oczu i szarych prawie, że białych włosów. Nie jest to efekt utleniana, Kisuke mówi, ze to cecha genetyczna w mojej rodzinie, chociaż nie pamiętam rodziców jestem skłonna uwierzy mu w tej kwestii. Szybko je rozczesałam, po czym zakręciłam i spięłam klamrą a w grzywkę wpięłam trzy pióra. Gdy już uporałam się z włosami szybko doprowadziłam się do stanu używalności. Czułam się trochę niezręcznie w szkolnym mundurku, który musiałam założyć z racji powrotu do szkoły.
-Która na osi?- Spytałam wchodząc do kuchni.
-Jeśli się pospieszysz nie będzie ciebie tylko na pierwszej lekcji.
-Bananowy Ryju!- Krzyknęłam oburzona.
W odpowiedzi tylko zaśmiał się sztywno zasłaniając po raz kolejny twarz tym swoim wachlarzem. Słowo daję kiedyś go wyrzucę. Wiedząc, że dalsza rozmowa nie ma sensu wzięłam torbę i pobiegłam w stronę szkoły. Nie spieszyło mi się zbytnio, więc zwolniłam za zakrętem. Nie było mnie trzy miesiące nic się nie stanie jak nie będzie mnie jeszcze jeden dzień. Problem w tym, że nie wiedziałam gdzie się podziać. Wszystkie atrakcje, jakie pokazał mi Urahara nagle stały się nudne tak, więc zrezygnowana poszłam do szkoły. Przemierzając puste korytarze przeklinałam blondyna, że nie raczył mnie uświadomić, do której klasy chodzę.
~IA~ Usłyszałam w głowie kobiecy głos.
-Dzięki- mruknęłam, po czym zaczęłam rozglądać się za gabinetem.
Wcale nie zdziwiłam się słysząc ten głos. Wprawdzie nie odzywał się zbyt często, ale był miłą odskocznią od tego domu wariatów z wiecznie kłócącymi się Ururu i Jintą.
W końcu po długich poszukiwaniach znalazłam odpowiednie drzwi. Zapukałam cichutko, po czym weszłam do środka. Z ulgą stwierdzając, że rozpoznaje twarze niektórych uczniów.
-Hitsugaya Hikari. Witamy z powrotem.- Przywitała mnie młoda nauczycielka. –Usiądź proszę, pamiętasz gdzie siedziałaś?
Rozglądnęłam się po klasie. Były tylko dwa puste miejsca. Pod oknem przed wysokim pomarańczowo włosym chłopakiem i w pierwszej ławce tuż obok biurka nauczycielki.
Wskazałam na chłopaka.
-Przed truskawą.- Wskazałam na chłopaka. Zdziwiła mnie pewność, z jaką to powiedziałam. Szczerze mówiąc był osobą, której nie mogłam sobie przypomnieć, ale skądś wiedziałam, że tak go należy nazwać.
-Kogo nazywasz ,,truskawką” śnieżno głowa?!- Krzyknął wstając gwałtownie.
Odruchowo złapałam się za włosy.
-Urosai!- Krzyknęłam.
Nauczycielka westchnęła.
-A miałam nadzieję, że to będzie jedyna rzecz, której sobie nie przypomnisz....
Klasa wybuchnęła śmiechem a chłopak próbował zabić mnie wzrokiem oczywiście ja nie pozostawałam mu dłużna.
-Dobrze Hikari usiądź na miejscu...
Powoli podeszłam do ławki przed `truskawą`. Oczywiście ten nie spuszczał ze mnie wzroku.
Akurat w momencie, gdy usiadłam zabrzmiał dzwonek na przerwę. Cała klasa podbiegła do mojej ławki. Westchnęłam zirytowana. Wszyscy postawili sobie za punkt honoru przedstawić mi się i zaproponować nadrobienie materiału. Cudem przecisnęłam się przez tłum, dzięki czemu wydostałam się z klasy. Biegłam, choć nie wiedziałam gdzie. W końcu trafiłam na dach szkoły. Podeszłam do skraju i spojrzałam w dół. Wszyscy uczniowie wydali się tacy mali, wolni od problemów.
Po lekcjach długo ociągałam się przed powrotem do domu. Przeszłam chyba całe miasto starając się przypomnieć sobie cokolwiek. Niestety nie udało się. Przygnębiona wróciłam do domu.
-Słyszałam, że więzienie Lavy się destabilizuje...- Usłyszałam czyjś męski, przytłumiony głos.
Zdziwiłam się. Kisuke nigdy nie miał gości. Z ciekawości zaglądnęłam do pokoju. Blondyn siedział jedynie z czarnym kotem. O mało oczy nie wyszły mi z orbit, gdy właścicielem tegoż głosu okazał się owy kociak.
-Nie możemy na to pozwolić. Hi-chan straciła pamięć a moce już dawno....- Odparł Kisuke.
Jeszcze nigdy nie widziałam żeby był aż tak poważny. No, może widziałam, ale nie pamiętam. Głupi wypadek. Gdyby nie on... wstrzymać konie. Czy mi się wydaje czy oni mówią o mnie?
-Spróbuje dowiedzieć się czegoś więcej. Jeśli to prawda to trzeba będzie znaleźć sposób żeby przywrócić jej pamięć.
Kisuke kiwnął głową.
Cofnęłam się do tyłu. Co tu się dzieje? Co to za Lava? I czego chce ode mnie? A najważniejsze:, czemu ten kot gada?!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz