Stałam oparta o ścianę starając się nie wychylać w snop światła okalający środek okrągłej sali. W samym środku stał mój zawsze obijający się porucznik. Właśnie jeden z Rady Czterdziestu sześciu oskarżał go o „nieumiejętne poprowadzenie misji powstrzymania obiektu stanowiącego zagrożenie”. Usilnie starałam się nie patrzeć na Isshina. Nadal nie mogłam się otrząsnąć po tym wszystkim. Nikt –a przynajmniej ja- nie spodziewał się ataku, jaki przeprowadziła Lava. Była moim czwartym oficerem, zaufanym człowiekiem nie mogę uwierzyć, że wybiła ponad tysiąc shinigami, zwykłych dusz jak i ludzi. Najbardziej ucierpiał mój czternasty oddział, który został niemal całkowicie wybity. Po nieudanej próbie powstrzymania dziewczyna przeniosła się do świata ludzi tam kontynuując swą rzeź. Oddziałem, który miał tam ją zatrzymać kierował właśnie Isshin. Sprzeciwiałam się temu, bo wiedziałam, że mój obijający porucznik nie da rady. Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że nadal nie mogę w to uwierzyć. Ale teraz Isshin za wszystko płaci. Z zaciśniętymi pięściami i oczami wsłuchiwałam się w wyrok przyjaciela.
-Nie zgadzam się!- Usłyszałam swój własny głos.
Zakryłam dłonią usta ale było już za późno. Słowo zostało wypowiedziane.
-Cóż to ma znaczyć Kapitan Hitsugaya?- Powiedział ostro jeden z członków rady.
Przegryzłam wargę. Nie było już odwrotu. Odetchnęłam kilka razy po czym pewnie weszłam w światło stając obok Kurosakiego. Pewnie, że mnie wkurzał, irytował i w ogóle marny z niego był pożytek, ale mimo wszystko jest moim przyjacielem i nie został porucznikiem tylko z powodu ogromnego reitasu.
-Kurosaki Isshin jest moim podwładnym. Biorę pełną odpowiedzialność za jego czyny.- Powiedziałam ku własnemu zdumieniu.
-Hi-chan, co ty wyprawiasz?- Szepnął do mnie oskarżony.
-Też się zastanawiam, ale chyba ratuje twoją dupę.- Odparłam a nasze szepty zniknęły wśród wrzawy wywołanej moją wypowiedzią. Aż w końcu uciszyły się, gdy postać za kotarą z numerem jeden podniósł dłoń.
Mimo że od wielu lat ochraniałam Radę, nigdy nie dane było mi ujrzeć ich twarzy. wszyscy żyli w zamkniętym kompleksie a podczas obrad każdy zasiadywał przed kotarą z odpowiednim numerem przez którą było widać jedynie ich kontury.
-A, więc dobrze. Hitsugaya Hikari!- Zagrzmiał a ja mimowolnie skuliłam się nieznacznie niczym dziecko karcące przez rodziciela.- Zostajesz skazana na banicję w świecie żywych aż do końca świata oraz pozbawiona zanpaktou oraz mocy.
Spojrzałam na niego szeroko otwartymi oczami. Aż tak wielka kara?
-Ale...-Zaczęłam.
-Koniec obrad! Wyrok wykonać natychmiast!- Dodał nie zważając na moje protesty.
Poczułam, że ktoś ściąga moją katanę z pleców.
-Wybacz, Hi-taichou.- Szepnął któryś z mojej dywizji.
Spojrzałam na Isshina. Chłopak patrzył się na mnie wciąż nie dowierzając. Po raz pierwszy przekonałam się jak nie czuła potrafi być Rada Czterdziestu Sześciu. Zgadzając się na bycie kapitanem tajnej czternastej dywizji i wymazanie mojego istnienia z życia codziennego nie sądziłam, że pewnego dnia zostanę skazana przez tę samą Radę na banicje- jedyną surowszą karą jest tylko śmierć. Nawet nie wiem, kiedy podszedł do mnie mistrz kidou. Ktoś podał mu mój miecz. Niech tylko spróbuje ją dotknąć! Prawie rzuciłam się na niego jednak którymś z zaklęć skrępował mnie tak, że nic nie mogłam zrobić. Mimo to próbowałam się wyrwać. Wypowiedział uroczyście jakiś zaśpiew, po czym poczułam jak opuszczają mnie wszystkie siły. Wyczerpane upadłam na kolana. Kątem oka widziałam jak niebieska „mgiełka”- moje reitasu jest wchłaniane przez Tore.
~On pieczętuje we mnie twoje reitasu~ usłyszałam jej głos. Kiwnęłam głową. Więc to tak... Chciałam się ruszyć jednak zobaczyłam tylko ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz