Światło krwawego księżyca wpadało przez dziury w suficie oświetlając postacie zgromadzone wokół fotela generała. Czułam, że tracę grunt pod nogami. Było mi strasznie słabo. Poczułam jak Ichigo klęka tuż za mną. Yumeko zarzuciła nogę na nogę z wyższością wpatrując się we mnie ze stanowiska generała.
-Tylko….pięciu- powtórzyłam nieprzytomnym głosem.
Z trzynastu najsilniejszych shinigami pozostało tylko pięciu.
-Oh, nie powinnaś być taka zszokowana w końcu to twoja robota- ciągnęła tym samym wyniosłym tonem.
-Moja.. robota- powtórzyłam za nią oszołomiona.
-Yume- usłyszałam za sobą karcący głos Kurosakiego.
Zaczęłam się śmiać bez opamiętania. Wszyscy zwrócili się w moją stronę gotowi do walki. Tylko pomarańczowo włosy wciąż trzymał mnie w żelaznym uścisku.
-Puść mnie Ichigo.- powiedziałam cicho jednak on ani myślał mnie posłuchać. –Puść mnie cholerna truskawo!- szybko uwolnił moje ręce i oddalił się na bezpieczną odległość.
Zobaczył, że ze mną nie ma żartów. Wstałam na lekko chwiejnych nogach ściągając z pleców miecz.
~Kari, co ty…~odezwała się przerażona Tora.
-Nie martw się. Wiem, co robie. Nie pozwolę im więcej cię zabrać.- uspokoiłam ją, po czym rzuciłam katanę zaskoczonemu ichigo.
-Moja wina mówisz? Gdybym to była ja już dawno leżelibyście martwi.- widziałam szok malujący się na twarzach zgromadzonych. Uśmiechnęłam się z satysfakcją.- No proszę was, że niby ktoś taki jak Truskawa ma mnie zatrzymać?- dodałam z pogardą.
-Ej!- zbuntował się.
Wystarczyło jedno spojrzenie żeby zamilkł. Przeniosłam spojrzenie na Yume. Nie wiem, w co pogrywała, ale nie dam się. Widziała ją przecież. Stała naprzeciw mnie. Dziewczyna wyglądająca jak ja. Hikari Hitsugaya.
-Nie jestem, Hikari której szukacie, ale chętnie wam pomogę jak tylko usłyszę całą historie.- odparłam siadając tuż przed Yumeko.
Kobieta o brązowych włosach związanych w kitę i różowej przepasce w kształcie serca na oku poruszyła się niepewnie.
-Więc?- uśmiechnęłam się, czułam, że wygrałam.
Dziewczyna westchnęła załamana.
-No dobrze, ale potem ty opowiesz swoją historie- kiwnęłam głowa, kapitanowie rozluźnili się nieco.- czy wiesz, czemu Hikari została kapitanem?
-Czemu zostałam… kapitanem? –zdziwiłam się nieco tym pytaniem. – Dla Toshira. Rada obiecała, że będzie mógł ze mną zamieszkać w barakach jak tylko się zgodzę- spojrzałam kątem oka na brata. Tak, wszystko, co robiłam było z myślą o nim.
-Jednak okłamali nas. Parę dni po tym jak cię mianowali powiedziano mi, że nie żyjesz tobie też przekazali, że nie żyje- podjął wątek mój brat.
-Dokładnie. Hikari załamała się i chyba do samego końca obwiniała się, że go zostawiła. Ale żyłą dalej wykonując powierzone jej obowiązki.
-Była najbliżej Rady, więc wiedziała o wszystkich jej wyrokach. Nie zgadzała się z ich osądami, ale nie mogła nic zrobić, jednak, gdy bezpodstawnie skazali jej porucznika na wygnanie do świata żywych, znienawidziła ich.- dodał Ichigo.
-Tak, pamiętam to. jednak u mnie wyglądało to inaczej. Lava wpadła w szał i wybiła prawie cały mój oddział potem przedostała się do świata żywych i tam zabijała. O wszystko obwinili Isshina jednak przejęłam winę na siebie i to mnie skazano na wygnanie bez mocy. Dopiero kilka dni temu zdołałam odzyskać Tore- wtrąciłam się.
Wszyscy kiwnęli głowami.
-Jednakże, gdy pewnego dnia Toshirou pojawił się, jako nowy kapitan dziesiątego oddziału, Hikari wpadła w szał- podjęła dalszą opowieść Yumeko- najgorsze było to, że Rada przyznała się do kłamstwa. Mniej więcej w tym samym czasie zdradził nas Aizen. Hikari korzystając z sytuacji zebrała ludzi, którzy mieli dosyć polityki Seretei. I oto rezultaty.
Kiwnęłam głową z zamyśleniu. Elementy układanki zaczęły do siebie idealnie pasować. Ta nienawiść w oczach wszystkich shinigami… Teraz wszystko rozumiem.
-A, co się stało z klaunem? Co z Unohaną, Ukitake i reszta?
-Ukitake-taichou został przetransportowany do świata żywych ze względu na stan zdrowia. Większość niestety poległa.- powiedział ze smutkiem mężczyzna w niebieskiej masce sięgającej do połowy policzków.
-Z twojej ręki- dodał mężczyzna z tatuażami i krwistoczerwonymi włosami związanymi w cienki warkocz. Jego twarz wydawała mi się znajoma.
-Renji!- upomniała go kobieta z różową przepaską na oko.
Spuściłam załamana głowę. A więc Unohana, klaun, Byakuya, kyoraku…zabiłam ich wszystkich?
-Nie ważne! –powiedziała Yume i już chciała dodać coś jeszcze jednak przerwałam jej i spytałam o głównodowodzącego.
Dziewczyna gwałtownie wypuściła nabrane wcześniej powietrze.
-Nie wiemy gdzie jest. Po prostu… zaginął. – powiedziała poważnym tonem-
Prychnęłam pod nosem. Typowe. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli… Spierniczył. Zapewne wróci, gdy będzie po wszystkim w chwale blasku budując nowe kłamstwa, jako fundament Seretei.
- Jeszcze tamci mianowali mnie zastępczym głównodowodzącym, ponieważ najlepiej znam Hikari. Jak widać jednak nie znam jej w ogóle. – jej głos się załamał i ukryła twarz w dłoniach
-Zabiła też Kenpachiego- odezwał się Ichigo stając koło mnie.
Złapałam się za głowę. To nie możliwe! Poczułam coś mokrego na twarzy. Łzy. Płakałam? Czemu? Kim był dla mnie Kenpachi? Złapałam się mocniej za głowę. Znów zaczęła boleć. Czyżby wspomnienia?
-W porządku, Hikari?- znów pomarańczowo włosy.
Był inny niż ten, którego znałam. Bardziej opanowany, wyciszony. I zdawał się pałać wielką przyjaźnią do Hikari. Znaczy do mnie.
-Kurwa Yume oddawaj sake! -krzyk mężczyzny spłoszył ptaki na pobliskich drzewach.
-Ani mi się śni- odparła foletowowłosa wystawiając język swojemu bratu i pomknęła przed siebie.
-Ken-chan nie drzyj się tak, bo ogłuchnę! -mruknęła siwowłosa dziewczyna przyklejona do jego pleców.
-Dolwij ją!- zapiszczał wesoło mały chłopiec siedzący na głowie mężczyzny.
Klaszcząc w swoje małe rączki śmiał się wesoło z sytuacji.
-Tosiek trzymaj się mocno, bo spadniesz.- powiedziała troskliwie dziewczyna jedną ręką poprawiając go na głowie przyjaciela. Nagle straciła równowagę i spadła na ziemie przetaczając się kilka razy. Dławiąc sie żwirem zaczęła się otrzepywać patrząc jak czarnowłosy mężczyzna nieprzejęty jej upadkiem oddala się coraz bardziej. Zaklęła pod nosem udając się w pościg a nim. Czego mogła się spodziewać? W końcu dla Zarakiego Kenpachiego liczyły się tylko dwie rzeczy: sake i walka z dużą ilością krwi. No może jeszcze gdzieś po drodze zmartwi się o swoją siostre. Oczywiście, jeśli akurat nie podbierała mu sake albo zamieniała je na sok marchewkowy.
-Oi Ken-chan zaczekaj!- krzyczała złotooka jednak on jej nie słuchał.
Wciąż wykrzykiwał przekleństwa na swoją siostre wymachując energicznie dłońmi. Toshiro wciąż śmiał się zadowolony. Siwowłosa uśmiechnęła się szeroko w końcu doganiając mężczyznę.
Powoli otworzyłam oczy. Leżałam na futonie w pokoju, którego nie znałam. Nie daleko o ścianę stał oparty mój miecz. Uśmiechnęłam się delikatnie. Chyba jednak mi zaufali skoro Tora wciąż była przy mnie.
-Obudziłaś się w końcu.- Usłyszałam głos Yume.
Musiałam strasznie wytężyć wzrok by ujrzeć ją w ciemnościach panujących w pomieszczeniu.
-mhm. Jakiś czas temu straciłam pamięć i wspomnienia wracają do mnie w dosyć bolesny sposób- wyjaśniłam.
-Przekaże pozostałym kapitanom.- powiedziała przenosząc się bliżej mnie.
Zdawała się być teraz inna niż wśród kapitanów. Zachowywaniem przypominała teraz Ichigo. Nie miała tego swojego wyniosłego tonu i nie patrzyła na mnie z góry jak na wroga. Jej wzrok był pełen troski i obawy. Takie jak wtedy, gdy wychodziła z celi.
-Kim…był dla mnie Kenpachi?- spytałam ostrożnie.
Z tego, co zauważyłam temat brat wciąż był dla niej drażliwy.
-Cóż, gdy byłyśmy małe Ani-san przygarnął ciebie i Toshira do naszego domu. Wiele mu zawdzięczałaś.- wyjaśniła nie patrząc w moją stronę.
Wypuściłam gwałtownie powietrze. Pewnie gdyby nie on nie byłoby mnie tutaj. Tak jak i Tośka. Mimo to tamta Hikari była w stanie go zabić. Jego i wielu innych kapitanów. Nigdy nawet nie sądziłam, że dałabym radę najsilniejszym z shinigamich. Fakt, Radę nie raz miałam ochotę zabić, ale nigdy nie kapitanów. Rozumiem sytuację Hikari, ale wątpię by zabicie wszystkich było dobrym pomysłem. Nie podoba mi się ta wojna. Mam zamiar ją zatrzymać nawet, jeśli to oznacza walkę z samą sobą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz